11:51
No KOMENTARZE
Cześć! Jak wiecie, bądź też nie, w październiku skończyłam studia. Na początku miesiąca miałam obronę swojej pracy magisterskiej i tym sposobem zakończyłam 17 lat ciągłej edukacji. Zdążyłam już nieco odsapnąć i zebrać myśli, dlatego stwierdziłam, że podzielę się z Wami moimi przemyśleniami na temat studiów.
14:14
No KOMENTARZE
Cześć! Myślę, że lepiej przemilczeć kiedy były robione zdjęcia w dzisiejszym poście i ile czasu zabrało mi obrobienie ich wszystkich. Grunt, że udało mi się to zrobić jeszcze w tym roku. Prawda? Także oficjalnie wygrzebuję się z zaległych folderów i to co się w nich znajduje nareszcie ujrzy światło dzienne. A udało mi się to zrobić, ponieważ zdecydowałam się na pewną rzecz, o której Wam dzisiaj napiszę.
Podejrzewam, że jeśli macie konta na różnych portalach i mediach społecznościowych, to nieobce jest Wam scrollowanie stron i aplikacji w różnych momentach dniach (o nocy nie wspomnę). Ze mną nie było inaczej. Bycie prawie non stop rozproszonym, bateria w telefonie schodziła mi w zaskakującym tempie, czasami i pakiet internetu kończył się szybciej niż powinien. To ile udzielam się w sieci widzę też po częstotliwości dodawania instastory na moje konto. Czasami jak uaktualniam wyróżnione relacje i widzę, że kolejne rzeczy dodawałam dzień po dniu, mam takie "stop, ile można w tym siedzieć?". Wiadomo, że nie ograniczy się tego nie wiadomo jak bardzo. Chyba, że ktoś ma aż tak silną wolę, żeby z codziennego sprawdzania mediów społecznościowych, przerzucić się na wchodzenie raz na kilka dni. To podziwiam. Aczkolwiek jestem świadoma swoich możliwości i nawyków. Dlatego staram się po prostu w miarę ograniczyć korzystanie z instagrama i innych, ale też nie zabraniam sobie całkowicie tego. Takie detoksy robię co jakiś czas i serio mi się sprawdzają. Niestety, nadchodzą później jakieś wydarzenia, okresy, kiedy pojawia się u mnie potrzeba ponownie większego udzielania się i myśl "w sumie to czemu tego nie udostępnić i tego też". Grunt, żeby wracać do tego typu przerw. Aktualnie właśnie to uskuteczniam. Detoks nie jest bardzo restrykcyjny, ale mój telefon i jego bateria odpoczywa, a ja mam czas pokończyć zaczęte rzeczy i zabrać się za kolejne. I jest mi po prostu lepiej i lżej, że nie siedzę z przyklejonym do ręki telefonem i po raz kolejny nie odświeżam aplikacji, bo przecież mogło się pojawić coś nowego.
Wiem, że nie każdy jest tak uzależniony od social mediów, ale też można być od gier czy innych aplikacji. Podejrzewam, że sporo ludzi ma z tym problem i serio, polecam, co jakiś czas chociaż trochę się odciąć od tego. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to łatwe. No mi wystarczy powiedzieć sobie "ok, Pawłowska, czas na przerwę, odkładamy telefon i staramy się jak najdłużej po niego nie sięgać". Jeśli potrzebujecie pomocy, to wiem, że istnieją aplikacje, które odliczają czas na daną czynność, dzięki którym hodujecie drzewka przez okres nieużywania telefonu. No jest tego trochę, wystarczy poszperać w sklepie z aplikacjami. Ja nie potrzebuję, ale może komuś z Was się przyda.
To też dobre postanowienie na nowy rok, którego mam zamiar się w miarę możliwości trzymać.
14:34
No KOMENTARZE
12:29
No KOMENTARZE
Cześć! Nie wiem jak Wy, ale ja w tym roku dosyć ciężko znoszę jesień. Sporo marudzę, mam raczej średni humor i mało mocy, żeby się za coś porządnie zabrać. Jednym słowem nic ciekawego. Kiedyś lubiłam ten okres w roku, bo moje urodziny, bo kolorowe liście i spacery, albo wypady do parku na rolki. Można było też zrzucić brak motywacji do nauki na to co się działo za oknem. Nie wiem czy po prostu taki rok, ale wyjątkowo czekam na zimę i Święta. Jakoś jestem zmęczona tym okresem. Pisałam też już, że przez średnio sprzyjającą pogodę, trochę zaniedbałam moje latanie z aparatem. Często patrząc przez okno miałam w głowie "kolejny dzień kiedy zdjęcia nie wypalą". Brak słońca, zachmurzenie. Tylko czy to serio powód, żeby zrezygnować z wyjścia? Takim sposobem ostatnio sięgnęłam po mojego Canona i wyszłam na krótki spacer. Mgła, szron na roślinach i idealna scenografia na horror gotowa. Chociaż niestety zbyt późno wyszłam i było już za ciemno. Także zdjęć nie jest zbyt dużo, ale coś tam się udało zdziałać. Nie są one też idealne. Ciemne, nie wszystkie są ostre, ale myślę, że mają swój klimat i ogólnie "to coś".
17:12
No KOMENTARZE
17:37
No KOMENTARZE
Cześć! Miałam wrażenie, że dawno nie było nowych zdjęć z analoga, ale po sprawdzeniu, ostatni taki post był w lipcu, więc w sumie nie jakoś bardzo dawno temu. Tym razem mam dla Was zdjęcia z Krynicy Morskiej, Łodzi, Sasina, Gdańskiej Papugarni, Szklarskiej Poręby, Austrii i też coś z Parku Oliwskiego. Czyli spory misz masz. Trochę też to wszystko pomieszane, ale mam nadzieję, że mimo to miło się będzie oglądało.
10:00
No KOMENTARZE
20:47
No KOMENTARZE
Jesień to bardzo wdzięczna pora roku dla osób, które zajmują się fotografią, czy to hobbystycznie, czy też już bardziej zawodowo. Chyba najbardziej odczuwa się to jakoś na przełomie września i października, a ja... w tym roku ten okres przespałam. Poza jedną sesją, która miała miejsce na dachu galerii, ostatni raz z aparatem biegałam w sierpniu, na wyjeździe rodzinnym (tak, relacja z tego wciąż się tworzy). Nie raz i nie dwa widziałam naprawdę ładne, jesienne słońce i masę kolorowych liści i nie zrobiłam temu żadnych zdjęć. Co jak na mnie jest dosyć dziwne, ale jak widać człowiek czasem potrafi sam siebie zaskoczyć. Trochę żałuję, że aparat tyle czasu leżał i czekał, aż się zbiorę, a jak już mi się to udało, to pogoda zdecydowanie w Trójmieście nie dopisywała. Jednak w końcu się udało i mam trochę jesiennych ujęć z Parku Oliwskiego w Gdańsku. Udało mi się złapać całkiem ładne światło i może będzie to dla mnie motywacją, żeby znowu częściej wychodzić z aparatem w ręku. Nie tylko na sesje.
Miłego oglądania!
18:50
No KOMENTARZE
18:15
No KOMENTARZE
Powoli, bo powoli ale wracam. I tym sposobem witam Was nowymi zdjęciami. Trochę się stresowałam robić sesję po takiej przerwie, zwłaszcza, że z Zuzią zgadałyśmy się na maxmodels i czułam, że to będzie małe wyzwanie dla mnie. Do tego pogoda średnio sprzyjała, ale grunt, że jako takie światło jeszcze było. I myślę (tak nieskromnie), że wyszło nam to całkiem fajnie. Zdjęcia będziecie mogli zobaczyć też na blogu Zuzi -> klik, także zapraszam i tam. Pierwszy raz robiłam sesję stricte pod bloga modowego i myślę, że mogłabym się odnaleźć w fotografii fashion. Całkiem niezła zabawa.
17:54
No KOMENTARZE
12:28
No KOMENTARZE
20:20
No KOMENTARZE
Cześć!
Nie wiem który już raz rozpoczynam pisanie tego wpisu. Próbowałam zrobić to jeszcze w wakacje, ale niestety wciągnęły mnie sprawy związane ze studiami. Chciałam możliwie jak najszybciej to nadrobić, bo zawsze robiłam podsumowanie lata, wspominałam o kolejnych urodzinach bloga oraz o swoich. Także jesień pod tym względem jest u mnie bogata w różne informacje. Jednak nie udało się. W głowie miałam priorytet skończyć studia i dopiero po tym wrócić do wszelkich moich starych czynności. Poza tym, chyba potrzebowałam takiej przerwy. Co prawda tęsknię za regularnością pojawiania się tutaj, ale trochę czułam, że teraz robiłabym to na siłę. Przez okres lata mało blogowałam, robiłam sporo zdjęć ale z obróbką też gorzej, no i trudno mi było wrócić do czytania. Druga i ostatnia kwestia powoli wraca do normy i bardzo się z tego cieszę. Co do bycia tutaj, to nie wiem jak to będzie wyglądało. Będę miała, znaczy już mam, więcej czasu na wszystko, znowu zaczynam działać w robieniu zdjęć ludziom, więc może to mi da motywację, żeby wrócić do tego co sprawiało mi taką przyjemność.
A wracając do informacji, to tak, blog we wrześniu skończył 4 lata (trochę już Wam tutaj spamuję zdjęciami i się sporo nagadałam), ja za to na początku października 24. Został mi ostatni rok do ćwierćwiecza. Przez spory czas, ten fakt mnie przerażał. Jestem typem osoby, która przeżywa, że nie ma już tych 19 czy chociażby 20 lat. Dla wielu ludzi to wciąż młodość (bo właściwie nią jest), ale ja bym chciała zatrzymać się w czasie. Jak wiadomo to niemożliwe i zastanawiałam się jak to będzie. Od kilku lat średnio obchodziłam dzień swoich urodzin (taki dzień jak co dzień z kilkoma dodatkami), ale w tym roku wyszło sympatycznie. To naprawdę fajne uczucie kiedy wiesz, że otaczają Cię super ludzie, że pamiętają o Tobie i nie boisz się, że tego dnia ktoś Cię zawiedzie. Spędziłam miły dzień z ważną dla mnie osobą, a kolejne dwa dni też obfitowały w pozytywne rzeczy, w związku z czym wyszedł taki urodzinowy weekend. Super doświadczeniem było pójście na stand up Abelarda Gizy. Jeśli ktoś jest ze mną dłużej na blogu czy instagramie, to myślę, że już się orientuje iż uwielbiam tego człowieka. W sumie znam jego występy prawie że na pamięć (czy to już się zalicza do bycia psychofanką?). Także to wydarzenie było serio świetnym pomysłem na spędzenie wieczoru.
I najświeższa sprawa, czyli oficjalnie jestem już magistrem. Czy dociera do mnie fakt, iż skończyłam studia? No póki co, to dziwnie mi z tym, że nie muszę wracać w październiku na uczelnie. Ludzie wstawiają relacje z zajęć, wykładów, powrotu do nauki, a ja mam to już z głowy. Troszkę nie dowierzam. Planuję osobny post na temat studiów, bo po tych 5 latach myślę, że mogę się wypowiedzieć w tej kwestii. Mam nadzieję, że uda mi się go stworzyć w najbliższej przyszłości.
Tymczasem zostawiam Was ze zdjęciami, które zrobiłam w sierpniu na Jasieniu. Jest to dzielnica Gdańska, w której mieszkałam przez większą część swojego życia. Tak sentymentalnie, jak już mowa o urodzinach.
Nie wiem który już raz rozpoczynam pisanie tego wpisu. Próbowałam zrobić to jeszcze w wakacje, ale niestety wciągnęły mnie sprawy związane ze studiami. Chciałam możliwie jak najszybciej to nadrobić, bo zawsze robiłam podsumowanie lata, wspominałam o kolejnych urodzinach bloga oraz o swoich. Także jesień pod tym względem jest u mnie bogata w różne informacje. Jednak nie udało się. W głowie miałam priorytet skończyć studia i dopiero po tym wrócić do wszelkich moich starych czynności. Poza tym, chyba potrzebowałam takiej przerwy. Co prawda tęsknię za regularnością pojawiania się tutaj, ale trochę czułam, że teraz robiłabym to na siłę. Przez okres lata mało blogowałam, robiłam sporo zdjęć ale z obróbką też gorzej, no i trudno mi było wrócić do czytania. Druga i ostatnia kwestia powoli wraca do normy i bardzo się z tego cieszę. Co do bycia tutaj, to nie wiem jak to będzie wyglądało. Będę miała, znaczy już mam, więcej czasu na wszystko, znowu zaczynam działać w robieniu zdjęć ludziom, więc może to mi da motywację, żeby wrócić do tego co sprawiało mi taką przyjemność.
A wracając do informacji, to tak, blog we wrześniu skończył 4 lata (trochę już Wam tutaj spamuję zdjęciami i się sporo nagadałam), ja za to na początku października 24. Został mi ostatni rok do ćwierćwiecza. Przez spory czas, ten fakt mnie przerażał. Jestem typem osoby, która przeżywa, że nie ma już tych 19 czy chociażby 20 lat. Dla wielu ludzi to wciąż młodość (bo właściwie nią jest), ale ja bym chciała zatrzymać się w czasie. Jak wiadomo to niemożliwe i zastanawiałam się jak to będzie. Od kilku lat średnio obchodziłam dzień swoich urodzin (taki dzień jak co dzień z kilkoma dodatkami), ale w tym roku wyszło sympatycznie. To naprawdę fajne uczucie kiedy wiesz, że otaczają Cię super ludzie, że pamiętają o Tobie i nie boisz się, że tego dnia ktoś Cię zawiedzie. Spędziłam miły dzień z ważną dla mnie osobą, a kolejne dwa dni też obfitowały w pozytywne rzeczy, w związku z czym wyszedł taki urodzinowy weekend. Super doświadczeniem było pójście na stand up Abelarda Gizy. Jeśli ktoś jest ze mną dłużej na blogu czy instagramie, to myślę, że już się orientuje iż uwielbiam tego człowieka. W sumie znam jego występy prawie że na pamięć (czy to już się zalicza do bycia psychofanką?). Także to wydarzenie było serio świetnym pomysłem na spędzenie wieczoru.
I najświeższa sprawa, czyli oficjalnie jestem już magistrem. Czy dociera do mnie fakt, iż skończyłam studia? No póki co, to dziwnie mi z tym, że nie muszę wracać w październiku na uczelnie. Ludzie wstawiają relacje z zajęć, wykładów, powrotu do nauki, a ja mam to już z głowy. Troszkę nie dowierzam. Planuję osobny post na temat studiów, bo po tych 5 latach myślę, że mogę się wypowiedzieć w tej kwestii. Mam nadzieję, że uda mi się go stworzyć w najbliższej przyszłości.
Tymczasem zostawiam Was ze zdjęciami, które zrobiłam w sierpniu na Jasieniu. Jest to dzielnica Gdańska, w której mieszkałam przez większą część swojego życia. Tak sentymentalnie, jak już mowa o urodzinach.
23:02
No KOMENTARZE
20:31
No KOMENTARZE
Cześć! Dawno nie było żadnej sesji na blogu, a ta dzisiejsza jest...z maja. Tak, trochę mi zabrało nim usiadłam do zdjęć i skończyłam obróbkę. Niestety. Do tego miałam w planach ruszyć w wakacje ze zdjęciami, a wyszło jak wyszło. Jednak mam nadzieję, że do tego niedługo wrócę, już tak na stałe. Tymczasem mam dla Was ujęcia zrobione po raz pierwszy w pomieszczeniu. Do tej pory robiłam tylko w plenerze albo w studiu w szkole fotograficznej. Przyznam, że stresowałam się jak to wyjdzie, bo mam średnie doświadczenie, ale myślę, że mimo obaw, coś tam się udało zdziałać.
Instagram Aleksy - klik
11:04
No KOMENTARZE
20:51
No KOMENTARZE
Cześć, miałam nadzieję, że relację ze Szklarskiej Poręby uda mi się opublikować wcześniej, ale niestety mimo chęci, moje plany nie wypaliły. Aczkolwiek już nadrabiam, więc nie jest źle. Wczoraj wróciłam z kolejnego wyjazdu, staram się wrócić do życia i jestem w trakcie zgrywania zdjęć, których już widzę, że jest sporo. Także będą nowości na blogu.
Co do Szklarskiej, ponoć byłam tam jako mały brzdąc, ale raczej niewiele pamiętam. Także można powiedzieć, że nowe miejsce odwiedzone. Wyjazd wyszedł trochę spontanicznie, bo zaplanowany już w trakcie wakacji i zdecydowanie się udał. Poniżej będziecie mogli zobaczyć zdjęcia z Wysokiego Kamienia, Zakrętu Śmierci, Wodospadu Kamieńczyka oraz Szrenicy. Do tego kilka ujęć z Wrocławia. Myślę, że jak na kilkudniowy wyjazd to całkiem sporo. Pogoda sprzyjała, także nic tylko się cieszyć i miło wspominać. Z pewnością kiedyś tam jeszcze wrócę.
Na pierwszy rzut idą zdjęcia z aparatu, ponieważ jest ich mniej. Robiłam je tylko na Szrenicy, bo jak zwykle trudny mi się było zdecydować kiedy brać jaki aparat, a tachanie trzech naraz to średni pomysł.
16:34
No KOMENTARZE
W tym roku będę świętować swoje 24 urodziny. Będąc małym brzdącem, wyobrażałam sobie, że mając tyle lat, będę już jakoś po studiach, ze stałą pracą oraz wizją domu i rodziny. Tak dosyć typowo. Dorosły, poważny człowiek. Nie sądziłam, że moje myślenie może się zmienić o 180 stopni. Mam (jeszcze) 23 lata, przez mój wzrost oraz dosyć dziecięce rysy twarzy, zupełnie na tyle nie wyglądam. Jestem w trakcie kończenia studiów a moje plany na przyszłość są dosyć różnorodne. Nie zamykam się na jeden zawód, chcę spróbować różnych rzeczy, chociaż mimo to, zamierzam skupiać się głównie na fotografii (jak mi to wyjdzie, kto wie). Zbieram rzeczy z jednorożcami, zachwycam się uroczymi duperelami i zwierzakami, staram się doceniać chwile i drobnostki. Uwielbiam się śmiać i wygłupiać. Zdarzało mi się słyszeć "a nie uważasz, że to już nie ten wiek na takie zachowania?". Tylko czy naprawdę fakt, że ma się te 20 kilka lat, jest równoznaczny z tym, że powinno być się poważnym człowiekiem? Wiadomo, że kiedy sytuacja tego wymaga, to normalne jest, że trzeba się ogarnąć i przybrać odpowiednią postawę. Jednak nie ma nic złego w byciu pozytywnym i uśmiechniętym. Sama bardzo cenię ludzi, którzy z wiekiem nie stracili tej radości z życia i poczucia humoru.
Kwestia rodziny również się zmieniła, bo odkryłam, że nie jest to jedyna słuszna droga. Nie każdy potrzebuje małżeństwa i dzieci, żeby czuć się spełnionym w życiu. Jest to indywidualna kwestia i myślę, że nie powinno się działać pod presją społeczeństwa, tylko dlatego, że "tak robi większość".
Rozkmina ta powstała z okazji dnia dziecka, który wiem, że co prawda był już dwa miesiące temu, ale myślę, że to jedno z tych świąt, które powinno się obchodzić częściej niż raz w roku. Pielęgnowanie w sobie tego wewnętrznego dziecka jest ważne, ale również dosyć trudne. Zwłaszcza jeśli odczuwa się nacisk otoczenia "czas dorosnąć!". Jednak czy naprawdę warto przybierać taką pozę, tylko po to, żeby podporządkować się reszcie? Czy nie lepiej cieszyć się z tego co się ma, otaczającego nas świata i po prostu czerpać radość z życia? Nie wiem jak Was, ale mnie tacy pozytywni ludzie bardzo inspirują i motywują do działania. Aż chce się coś robić i po prostu korzystać z życia, bo przecież mamy je tylko jedno.
13:17
No KOMENTARZE
Jak już pewnie część z Was wie, nie jestem największą fanką morza, a pierwsza wakacyjna wycieczka była właśnie nad wodę do Sasina. I muszę przyznać, że to miejsce skradło moje serce. Co prawda, nie zabawiliśmy tam zbyt długo, ale to wystarczyło, żeby choć trochę wychillować i nacieszyć się krajobrazem. Nad morze prowadzi droga przez las, także mimo, że był straszny upał, to wcale tak bardzo się tego nie odczuwało. Mijaliśmy sporo ludzi, ale na samej plaży bez problemu dało się znaleźć miejsce i nikt tuż obok się nie kręcił. Do tego czysta, przyjemnie chłodna woda i tak można spędzać tego typu dni. O dziwo zdjęć, jakoś bardzo dużo nie mam, ale coś tam się udało uzbierać. Najpierw klasycznie lecą te zrobione aparatem, a później telefonem. Miałam też aparat analogowy, ale niestety jeszcze nie skończyłam filmu, więc trochę potrwa, zanim ujęcia z niego ujrzą światło dzienne. Dodatkowo, wróciłam, a raczej staram się wrócić do czytania książek. Jednak przyznam, że idzie mi to zadziwiająco opornie. Fakt też, że wybieram niezbyt lekkie pozycje i może to jest właśnie przyczyną tego. Aczkolwiek wiem, że prędzej czy później na nowo wsiąknę i recenzje będą się pojawiały regularnie.
18:21
No KOMENTARZE
Cześć! Dzisiaj przychodzę z kolejną porcją analogowych zdjęć. Tym razem Stare Miasto w Gdańsku, Pachołek w Oliwie oraz troszkę Łodzi (niestety tutaj zaryzykowałam robiąc zdjęcia późnym wieczorem i wyszły one bardzo słabo, więc do publikacji nadają się może z 2 ujęcia). Im więcej latam z analogowymi aparatami, tym bardziej staram się dopracowywać ujęcia, wyszukiwać ciekawe kadry, żeby nie było to to samo co mogę uchwycić telefonem czy cyfrowym aparatem. Wychodzi mi to różnie, ale myślę, że z czasem będzie coraz lepiej.
13:14
No KOMENTARZE
Witam Was po miesięcznej przerwie! Czas nadrobić zaległości. W końcu mogę wrócić do latania z aparatem i czytania książek. Nawet nie wiecie jak za tym tęskniłam. Studiów jeszcze nie skończyłam, ale wszystko w swoim czasie. Aktualnie staram się korzystać z wolności i czasu na odsapnięcie, bo czeka mnie trochę nowych wyznań oraz dokończenie kilku spraw. Ogólnie siadając do tworzenia tego postu, miałam nieco obaw, czy nie wyszłam z wprawy w prowadzeniu bloga. Internet ostatnio całkowicie zszedł dla mnie na drugi plan. Co prawda wciąż regularnie publikuję zdjęcia na instagramie, jednak dodanie tego zajmuje dosłownie chwilę. Poza tym jestem trochę bardziej offline i całkiem dobrze mi z tym. Mimo to, spróbuję na nowo nadać sobie regularności i wrócić tutaj na stałe. W końcu mam trochę materiału, który czeka na publikację. A tymczasem zostawiam Was z moimi ulubionymi zdjęciami, czyli makro o zachodzie słońca. Mam nadzieję, że taki powrót się Wam spodoba :)
13:51
No KOMENTARZE
Trochę mnie teraz tutaj mniej. Przyczyna jest prosta: sesja. Moja ostatnia sesja. A także próby skończenia pisania pracy magisterskiej. W związku z czym, będzie to prawdopodobnie ostatni post na najbliższy czas. Jak pamiętacie, bądź nie, mam trochę zaległego materiału do opublikowania, także jak wrócę to będzie się działo.
Tymczasem zostawiam Was ze zdjęciami, które zrobiłam Karolinie (łapcie jej instagramia klik). To jest moja chyba 4 sesja w Parku Oliwskim. Miałam trochę obaw, czy nie będzie to oklepany pomysł, bo już trochę tak obfociłam, ale znalazłyśmy tak cudne miejsca, że stwierdziłam, iż był to strzał w dziesiątkę. Zresztą zobaczcie sami :)
12:15
No KOMENTARZE
11:10
No KOMENTARZE
Ohoho, czyżby ktoś tu wrócił do robienia sesji? Tak, dobrze podejrzewacie. Co prawda, zdjęcia, które dzisiaj zobaczycie były robione jeszcze w szkole fotograficznej, jednak ich publikacja oznacza, że w końcu zaczęłam się lubić z photoshopem. Dodatkowo, niedawno, po prawie roku przerwy, byłam na dwóch sesjach i niebawem będzie mogli zobaczyć ich efekty.
Moja przyjaźń z photoshopem rozwija się bardzo powoli, ale myślę, że może wyjść z tego coś dobrego. Póki co uczę się metodą prób i błędów. Wiem, że te zdjęcia nie są jakoś super dobre, ale początki nigdy nie są łatwe, prawda? A ja i zdjęcia glamour to też nowość. Także pierwsze koty za płoty. Z czasem będzie coraz lepiej. I hope.
10:00
No KOMENTARZE
10:00
No KOMENTARZE
Mam nadzieję, że jeszcze nie macie dosyć zdjęć robionych w czasie zachodu słońca, bo przyznam, że trochę ich jeszcze mam do opublikowania. Nie dość, że boję się, iż nimi zanudzę to coraz ciężej mi w tej sytuacji wybrać tytuł dla wpisu. Ah te problemy pierwszego świata. Staram się powoli i regularnie wygrzebywać spod stosu folderów "do obrobienia". Z jednej strony to cieszy, bo nie próżnuję i co rusz latam gdzieś za aparatem, z drugiej jak tak dalej pójdzie to relacje ze świątecznej wycieczki do Krynicy Morskiej czy majówki w Łodzi, zobaczycie ze sporym opóźnieniem. Aczkolwiek myślę, że jest na co czekać. Coraz częściej jestem zadowolona z efektów mojej pracy. Oczywiście mój samokrytycyzm nie daje o sobie zapomnieć i zawsze znajdę choćby malutką rzecz, którą mogłabym poprawić, zrobić lepiej. Przy okazji przyjaźń między mną i Canonem kwitnie w najlepsze. Olympus niestety idzie w odstawkę. Może to już czas? W końcu trochę lat już ma. Same podstawowe funkcje, spory przebieg. Należę do osób, które twierdzą, że sprzęt ma niewielkie znaczenie. Ważniejsze są umiejętności, jednak lepszy sprzęt to więcej możliwości i większa wygoda. Jedynie boli mnie fakt, że te 2 lata temu trochę zainwestowałam w swojego Olympusa w postaci dodatkowych obiektywów, a do Canona mam tylko jeden - kitowy (18-135 mm f/3.5-5.6), lepsze to niż nic. Dobra, nie zanudzam Was tym super ciekawym gadaniem. Miłego oglądania! Dzisiejsze zdjęcia były zrobione w drugi dzień Świąt Wielkanocnych.
13:50
No KOMENTARZE
12:20
No KOMENTARZE
Wypoczęci po majówce? Czy wprost przeciwnie?
Mój długi weekend składał się z wypadu do kina na najnowszą część Avengersów (myślę, że napiszę o tym filmie parę słów na blogu w najbliższym czasie), sesji oraz wyjazdu do Łodzi. Zdecydowanie się nie nudziłam, a teraz mam masę folderów ze zdjęciami do obrobienia. Także stay tuned, będzie dużo nowości.
18:25
No KOMENTARZE
11:17
No KOMENTARZE
Co prawda mamy jeszcze ostatnie dni kwietnia, a maj dopiero w planach, ale i tak stwierdziłam, że przygotuję kolejny mały update co się u mnie dzieje. Jakiś czas temu pisałam, że chcę wrócić do robienia zdjęć ludziom i miałam zaplanowanych kilka sesji. Nie wiem czy to los próbuje mi powiedzieć "Pawłowska, Ty się bierz za pracę magisterską a nie focenie w głowie", ale z planów nic nie wyszło. Aczkolwiek nie poddaję się i kombinuję, żeby jednak jakoś się rozruszać w tej kwestii.
Z bardziej pozytywnych kwestii to pierwsze wiosenne tripy zaliczone. Brakowało mi ich strasznie. Nareszcie udało mi się odwiedzić House of Seitan w Gdańsku (klik) i zjeść wegańskie spaghetti bolognese (naprawdę dobre). Byłam na spotkaniu autorskim z Abelardem Gizą (klik). Każdy kto mnie zna, wie, że uwielbiam jego występy, oglądam też wywiady z nim i ogólnie jestem wielką fanką. Zawsze ubolewam kiedy dowiaduję się o tym, że będzie występować gdzieś w Trójmieście, bo najczęściej nie ma już wtedy biletów. Także tym bardziej wielka radość. Mogłam go zobaczyć na żywo, posłuchać, pośmiać się, dostać autograf i zrobić zdjęcie na pamiątkę. No radość ogromna! W Wielkanoc odwiedziłam Krynicę Morską, z której przywiozłam trochę zdjęć, ale póki co czekają na obróbkę. Ostatnio ogólnie sporo latam z aparatem, cieszę się pięknym światłem w złotą godzinę i ciepełkiem. Korzystajcie z tej pogody i wychodźcie z domu! Na pewno zasypię masą nowych fotek i bloga i instagrama, także stay tuned!
Na koniec, chciałam poinformować, że założyłam bookstagrama. Tak, za mało mam kont do ogarniania na instagramie. Skąd taka decyzja? Czytam sporo, regularnie i trochę tych recenzji też się pojawia. Wiem, że nie każdego, kto obserwuje moje główne konto to obchodzi. Co prawda nie wydaje mi się, żebym strasznie z tym spamowała, ale stwierdziłam, że to może być odpowiednia chwila, żeby zacząć nową przygodę. Bardzo mi się podoba jak bookstagramy, które obserwuję, tworzą takie małe społeczności, rozmawiają o książkach i ogólnie jest tak żywo. Czy mi się uda coś takiego stworzyć, nie mam pojęcia. Jednak chcę spróbować. Może będzie fajnie. Tutaj zostawiam Wam bezpośredni link do nowego konta.
I to chyba koniec mojego gadania na dzisiaj. Oczywiście nie może obejść się bez zdjęć. Trochę ujęć makro, które zrobiłam ostatnio w domu.
10:00
No KOMENTARZE
10:57
No KOMENTARZE
Przyznam, że nie planowałam tego typu wpisu, ale wzięło mnie dzisiaj na robienie zdjęć w czasie przygotowań do Świąt i stwierdziłam, że z pewnością będzie to miły gest.
Życzę Wam spokojnych, zdrowych, rodzinnych Świąt.
Dużo dobrego jedzenia, mało kłótni, bogatego zająca
i żeby ta piękna pogoda utrzymała się jeszcze długo.
19:19
No KOMENTARZE
16:23
No KOMENTARZE
14:42
No KOMENTARZE
18:00
No KOMENTARZE
Pierwszy kwietniowy post (pomijając ostatnią recenzję). Dlatego czas na mały życiowy update. Marzec był dla mnie takim mało ogarniętym miesiącem. Z ciekawszych rzeczy, to byłam na warsztatach fotograficznych organizowanych przez Niezależne Zrzeszenie Studentów. Udało mi się zapisać na kilka zajęć. Najbardziej podobały mi się te, które były spotkaniem pt. "od pasji do samodzielności". Fotograf opowiadał swoją historię, jak zaczął zarabiać na zdjęciach, czym się wcześniej zajmował, etc. Zazwyczaj takie wykłady są bardzo inspirujące i tak było też tym razem. Z całych warsztatów nie mam żadnych zdjęć, poza 4 które dodałam w jednym poście na instagramie, także oddzielnej relacji z tego nie zrobię.
Kolejnym fajnym wydarzeniem były Gdańskie Targi Książki. Nie mogłam na nie nie pójść. Chociaż muszę przyznać, że rok temu bardziej mi się podobało. Nie wiem czy to kwestia tego, że były to pierwsze tego typu Targi w Gdańsku. W tym roku zero zaskoczenia. W sobotę i w niedzielę, wejściówki po 5 zł. Sporo stoisk, jeszcze więcej ludzi. Upolowałam dwie książki: ,, Tatuażysta z Auschwitz" autorstwa Heather Morris oraz ,,Piękno, które pozostanie" autorstwa Ashley Woodfolk. Z tego co dobrze pamiętam i jedna i druga kosztowały 25 zł. Nie były to spontaniczne zakupy, na zasadzie ,,to wygląda ciekawie". Na pierwszą pozycję polowałam już dłuższy czas, a drugą też byłam zainteresowana wcześniej. Także całkiem przemyślane zakupy. Z pewnością gdyby nie ograniczony budżet to coś jeszcze wpadłoby w moje ręce. Żałowałam tylko, że nie było stoiska Wydawnictwa Otwartego bo chciałam kupić coś od nich.
Poza tym, z książkowych rzeczy, to z pewnością w najbliższym czasie pojawi się jeszcze kilka recenzji i myślę, że trochę z nimi zwolnię, ponieważ nieubłaganie zbliża się koniec moich studiów i przydałoby się w końcu na poważnie usiąść do pisania pracy magisterskiej. Tak, to już ten czas. Też w to nie dowierzam.
Na koniec w tym temacie, to jeśli jesteście z Trójmiasta, lubicie czytać i macie zwierzaka ze schroniska to polecam Wam zajść do Księgarni Tak Czytam w Gdyni Głównej. Za okazaniem dokumentu potwierdzającego adopcję, będziecie mogli założyć kartę przyjaciela księgarni, która da Wam dodatkowe 10% zniżki. Książki w księgarni i tak są tanie, a tutaj dodatkowe promocje. Na potwierdzenie, kupiłam wczoraj ,,Naznaczeni śmiercią" autorstwa Veronici Roth za 13 zł. Czaiłam się na nią już dłuższy czas, widywałam w bibliotekach, ale zawsze to było "następnym razem", a teraz mam swój egzemplarz w super cenie.
W kwietniu będzie się trochę działo, ale o tym będę pisać raczej na bieżąco. Jedyne o czym teraz napomknę to fakt, że po naprawdę sporej przerwie, wracam do robienia sesji. Mam nadzieję, że nie wyszłam bardzo z wprawy i coś fajnego z tego wyjdzie.
Tymczasem zapraszam na zdjęcia, które zrobiłam już jakiś czas temu i miały znaleźć się w poście "Olympus vs Canon", ale tak leżały i leżały w wersjach roboczych, a kiedy w końcu je odkopałam, to stwierdziłam, że te zrobione Olympusem zupełnie nie nadają się do publikacji. Niestety źle nastawiony balans bieli i te kolory bolały. Wcześniej machnęłam na to ręką, ale teraz jestem bardziej surowa przy wyborze zdjęć do publikacji i zostały tylko te z Canona. Miłego oglądania!
10:00
No KOMENTARZE
10:00
No KOMENTARZE
11:11
No KOMENTARZE
18:00
No KOMENTARZE
W końcu wiosna! Czy też już tak bardzo nie mogliście się jej doczekać? Miałam naprawdę dosyć tego zimna i deszczu, który przez ostatnie tygodnie nawiedzał Trójmiasto. Ile można. Dlatego w zeszły weekend wzięłam aparat i skorzystałam z ładnej pogody, chociaż powinnam raczej siedzieć i pisać pracę magisterską (ale kto by się tym przejmował). Jak pewnie zauważyliście ostatnio zdjęcia były raczej z plenerów po mieście. Miałam sporo zaległych zdjęć jeszcze ze szkoły fotograficznej. Tym razem jednak będzie stare dobre makro. Dawno nie latałam tak z aparatem i nie wiedziałam, że tak bardzo się za tym stęskniłam. Naprawdę. Zdecydowanie robiąc tego typu zdjęcia czuję się jak ryba w wodzie. Humor od razu też lepszy, kiedy wracam do domu z zapełnioną kartą pamięci. Mam nadzieję, że Wy też korzystacie z ładnej pogody i rozpoczynającej się wiosny. Tyle się na nią naczekaliśmy. W dzień kiedy piszę ten post (czyli wieczór przed jego publikacją) w Gdańsku było 16 stopni. Móc pójść do sklepu w samej bluzie. Cieszę się z tego powodu jak małe dziecko, ale po prostu wiosna jest moją ulubioną porą roku. Uwielbiam czuć ten charakterystyczny zapach w powietrzu, patrzeć jak wszystko zaczyna kwitnąć i budzić się do życia z zimowego snu. Jak coraz później zachodzi słońce. Można zmienić grube, zimowe kurtki na lżejsze. Schować czapkę, rękawiczki i szalik do szafy, a na nogi zarzucić jakieś trampki. Usiąść w parku z książką i kawą i cieszyć się ciepełkiem, spokojem, otaczającą naturą i promieniami słońca.
10:00
No KOMENTARZE
18:00
No KOMENTARZE
Pierwsze zdjęcia zrobione Konica Minolta Maxxum QTsi. Byłam bardzo ciekawa co z tego wyjdzie, bo to moja pierwsza lustrzanka analogowa. Wciąż uczę się pracować z tego typu aparatami, ale myślę, że wychodzą coraz ciekawsze zdjęcia.
10:00
No KOMENTARZE
12:41
No KOMENTARZE
Luty był dosyć szalonym miesiącem. Całkiem szybko uporałam się z sesją i mogłam odetchnąć z ulgą. Mimo to przełom lutego i marca wcale nie był jakiś super pozytywny. Dokuczał mi spadek energii, motywacji i też humoru. Z tego co zauważyłam, to nie tylko ja narzekałam na taki dziwny nastrój. Nie wiem czy to przesilenie wiosenne (chociaż patrząc w niektóre dni za okno, to ja nie wiem gdzie ta wiosna, jak tu jeszcze śnieg potrafi spaść) czy o co chodzi, ale mam nadzieję, że w końcu przejdzie.
Druga połowa tego miesiąca szykuje się naprawdę ciekawie. Będę brała udział w kilku wydarzeniach i mam nadzieję, że uda mi się zrobić, z chociaż części nich, relacje tutaj.
Tymczasem zapraszam Was na ostatnie zdjęcia z Gdyńskiego Orłowa. Tym razem zero klifu. Skupiłam się na zupełnie innych rzeczach i muszę przyznać, że jestem całkiem zadowolona z tego co mi wyszło. Sukces.
12:08
No KOMENTARZE
16:34
No KOMENTARZE
Dzisiaj mało gadania, więcej zdjęć. Mam dla Was (bardzo) zaległą relację z Gdyni. W końcu udało mi się obrobić wszystkie zdjęcia, także zapraszam do oglądania.
18:00
No KOMENTARZE
18:00
No KOMENTARZE
Hej!
W końcu wracam w pełni do świata żywych. Najpierw sesja, później wyjazd w góry a po powrocie czekała mnie niestety jedna poprawka, którą na szczęście zdałam. Powiem Wam, że po krótkim wyjeździe do Warszawy, czułam, że potrzebuję trochę dłuższej przerwy od Trójmiasta. Strasznie się cieszyłam, że zaledwie tydzień później wyruszam na południe Polski.
Tym razem zdjęć będzie mniej niż zazwyczaj. Robione jedynie telefonem i głównie ze stoku, bo mieszkaliśmy w takim miejscu, że trudno było się przedostać do "miasta", zresztą byliśmy zazwyczaj tak padnięci po całym dniu jeżdżenia, że padaliśmy na łóżka, pobudka na obiad i wieczorne chillowanie.
13:22
No KOMENTARZE


























