The end of autumn
Cześć! Nie wiem ile się zbierałam do stworzenia tego wpisu, ale w końcu jest. Miałam niemałą zagwozdkę jak go nazwać. Początkowo miało być to coś na podobieństwo "ulubieńców", ale stwierdziłam, że chcę tutaj pokazać zarówno rzeczy, które mi się spodobały i sprawdziły, jak i takie, które spróbowałam i nieszczególnie mnie zachwyciły. Dlatego koniec końców stwierdziłam, że będzie to po prostu takie podsumowanie jesieni :)
Koniecznie dajcie znać czy taki post się Wam podoba. Nie wiem czy będę coś takiego robić regularnie, ale chciałabym znać Waszą opinię.
Mój najlepszy pomocnik, który dzielnie towarzyszył mi przy robieniu zdjęć do tego wpisu. 💗
Kosmetyki
*Z góry uprzedzam, że średnio się znam i piszę to co sama zauważyłam. Także sorrki za brak jakiegoś wyspecjalizowanego słownictwa.
Tutaj zdecydowanie nie będzie tego wiele. Mimo swojego wieku, nie jestem jakimś super znawcą w kwestii makijażu (zresztą ostatnio znowu częściej chodzę bez make upu niż z).
Od jakiś dwóch lat używam kremu bb z Golden Rose (który tak btw bardzo polecam), jednak chciałam w końcu zainwestować w jakiś lepszy i normalny podkład. Początkowo miał to być Maybelline fit me, ale kiedy wybrałam się do Rossmanna w czasie tej promocji -55%, nie było tego odcienia który chciałam. Później wahałam się między tym z L'oerala a z Bourjois healthy mix lub 123 i koniec końców padło na True match. Ma fajną konsystencje, nie jest ciężki, nie robi efektu maski i fajnie rozjaśnia nieco twarz. Wygląda naturalnie i całkiem długo się utrzymuje. Jak najbardziej polecam. Chociaż zamiast w Rossmannie, lepiej kupić go na przykład na cocolicie bo w internecie kosztuje o wiele mniej ;)
Puder z wibo Fixing Powder. Szczerze mówiąc, dosyć przypadkowo trafił do mojego koszyka z zakupami. Poszłam po banana powder a wróciłam z tym. Mam kilku pudrów w swojej kosmetyczce, ale tego aktualnie używam najczęściej. Dobrze matuje i długo się utrzymuje. Czyli to na czym mi najbardziej zależy. No i nie kosztuje zbyt dużo też bez promocji.
Kuleczki rozświetlające z wibo Shummer in pearls. Do tej pory nie używałam niczego do konturowania twarzy, rozświetlania jej. Aczkolwiek od jakiegoś czasu już chodziło za mną, żeby spróbować używać właśnie rozświetlacza. Próbowałam coś zdziałać tymi, które ma moja mama, ale wychodziły mi z tego plamy bo za dużo nakładałam. Dlatego zdecydowałam się na te kuleczki. I jestem bardzo zadowolona. Dają fajny efekt i nigdy nie jest on przesadzony. Także jak najbardziej polecam :)
Pielęgnacja
Od dobrych kilku lat walczę z odmrożeniami na dłoniach, dlatego testuję różne kremy i sprawdzam, który najlepiej uratuje moją skórę. Ten dostałam od mojej mamy. Pachnie naprawdę obłędnie, zadziwiająco szybko się wchłania, nie lepi i bardzo dobrze nawilża. Minus jest taki, że ta mała tubka to pełnowymiarowy produkt. Jednak o dziwo mimo, że często z niego korzystam to jakoś niewiele go ubywa. Pojemność 30 ml i z tego co widzę na stronie kosztuje 9,90 zł.
Ile ja się naczytałam i nasłuchałam o działaniu aloesu. Zwłaszcza tego Holika Holika, ale gdzie nie sprawdziłam kosztował on 35 zł i więcej. Trochę mnie to zniechęcało. Tubkę ze zdjęcia kupiłam w Kosmetykomanii za jakieś 18 zł. Po pierwszym użyciu byłam zachwycona bo wysuszyło mi wszelkie niedoskonałości na twarzy i szybko zniknęły. Później zaczęłam mieć wątpliwości bo jakoś średnio zauważałam poprawę stanu mojej cery. Mimo to wciąż stosuję go dwa razy dziennie i ponoć jest lepiej. Tak przynajmniej słyszę od znajomych.
Odżywka, którą kupiła mi mama. Do tego szampon też z naturalnymi składnikami. Miałam co do tego wielkie nadzieje, bo moje włosy są w naprawdę kiepskim stanie przez regularnie rozjaśnianie i farbowanie. I się zawiodłam. Nie wiem czy to wina tego szamponu czy odżywki (czy może jednego i drugiego) ale moje włosy stały się suche, szorstkie i zaczęły się strasznie plątać. Teraz używam jakiegoś szamponu z Nivea i jest lepiej, na szczęście.
Maseczka z Biedronki, na które ostatnio z tego co zauważyłam, jest niezły szał. Myślę, że mogę ją polecić bo naprawdę fajnie oczyszcza.
Przyznam, że pierwszy raz się wybrałam na oczyszczanie twarzy do kosmetyczki. Nigdy nie miałam wielkich problemów z cerą. Fakt, że za czasów gimnazjum, męczyłam się trochę z pojawiającym się na czole wypryskami, ale nauczyłam się sobie z nimi radzić. Teraz wyskakują mi co jakiś czas różne niedoskonałości, ale nie jest to dla mnie wielki problem, bo są to raczej pojedyncze przypadki. Jednak stwierdziłam, że nie zaszkodzi pójść na taki zabieg. Trafiłam na bardzo sympatyczną kosmetyczkę. Odpowiedziała na każde moje pytanie. Doradziła. Sam zabieg całkiem przyjemny i z pewnością cera na tym sporo zyskała.
Seriale
Mimo, że uwielbiam seriale, to raczej nie jestem serialomaniakiem. Ba, nieraz trudno mi się usiąść i coś obejrzeć. Nie mówiąc o skończeniu sezonów. I zdecydowanie nie jestem z tych co zarywają nocki, albo siedzą cały dzień i oglądają odcinek po odcinku.
Jednak udało mi się w końcu skończyć Słodkie Kłamstewka.
"Serial opowiada o grupce nastolatek. Akcja serialu toczy się w miasteczku, Rosewood w Pensylwanii. Podczas spotkania piątki przyjaciółek bez śladu znika jedna z nich. Długie poszukiwania nie przynoszą efektu, dziewczyna nie odnajduje się. Paczka się rozpada. Mija rok. W pierwszym dniu szkoły nastolatki otrzymują smsy od tajemniczego A, w który zawarte są ich sekrety, które znała tylko zaginiona. Kiedy dziewczyny decydują się ją odszukać, jej ciało zostaję odnalezione. Jeśli nie żyje, kto jest tajemniczym A?"
Mam wrażenie, że ten serial albo się lubi albo nienawidzi. Kryminał z naprawdę masą akcji. Można się nieźle pogubić. Mnie osobiście wciągnął i oglądałam z zaciekawieniem do ostatniego odcinka, mimo że niektóre wątki były nieco dziwne.
"Witajcie w Nowym Jorku, na Manhattanie, w jego najelegantszej części-Upper East Side, gdzie moi przyjaciele i ja mieszkamy, uczymy się, bawimy i śpimy-czasami ze sobą nawzajem. Witajcie w świecie luksusu, najlepszych prywatnych szkół, ogromnych apartamentów na Piątej Alei, limuzyn, nieograniczonego dostępu do kasy, alkoholu i wszystkiego, czego tylko chcemy. Możecie dowiedzieć się, co robimy. Wystarczy zajrzeć na internetową stronę plotkary. Kim jest plotkara? Jedną z nas."
Chyba jedyny obyczajowy serial jaki oglądam (wolę kryminały, sci-fiction, horrory), czyli Plotkara. Zaczęłam go już jakiś czas temu i skończyłam wtedy tylko 1 sezon. Teraz lecę z kolejnymi odcinkami. Nazywam go "przyjemnym odmóżdżaczem". Świetnie się przy nim robi notatki, haha, serio.
Latte z cynamonem
Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o czymś do jedzenia lub picia. Jestem wielką fanką Pumpkin Spice Latte ze Starbucka, ale niestety jeszcze miliona w totka nie wygrałam i nie mam możliwości chodzenia tam na kawę za każdym razem kiedy najdzie mnie ochota. Za to ostatnio trochę pokombinowałam w kuchni i z mojej typowej latte macchiato zrobiłam sobie latte z cynamonem. Jeden dodatkowy składnik a jaki smak! Jeśli lubicie cynamon to naprawdę polecam. Idealna kawa na jesień.
Aplikacje
Spotify
Tak wiem, Ameryki nie odkryłam, ale naprawdę ciężko mi się było przekonać do tej aplikacji. Od kiedy mam mój aktualny telefon, nie słucham muzyki na komórce. Szkoda mi pamięci i baterii. Przerzuciłam się na mp3, a w domu na youtube. Już raz ściągnęłam sobie spotify na telefon, ale coś mi nie pasowało. Teraz zrobiłam drugie podejście i aktualnie jest to jedna z moich ulubionych aplikacji. Wykupiłam sobie wersję premium (tą dla studentów za 10 zł) i jestem jak najbardziej zadowolona. Chociaż trochę ubolewam, że nie wszystkie moje ulubione piosenki są tam dostępne.
Skycash
Co prawda mam kartę miejską, ale tylko na autobusy i tramwaje, a bywa że podróżuję też skm i pkm. Do tego jestem człowiekiem, który prawie nigdy nie ma drobnych w portfelu. W takich sytuacjach ratuje mnie ta aplikacja. Używam jej zawsze jak jeżdżę na uczelnie na 8 rano i podróżuję wtedy zarówno pkm jak i skm. Kupuję tylko 1 bilet. Mega wygodny sposób.
Wydarzenia
Tej jesieni brałam udział w dwóch wydarzeniach:
- Warsztaty fotograficzne - o tym wydarzeniu już pisałam tutaj (klik). Teraz czekam na jeszcze 3, ostatnie spotkanie.
- Warsztaty pisarskie - a dokładniej Warsztaty dla początkujących pisarzy. Co prawda trochę czasu już od nich minęło, ale myślę że w ciągu najbliższego tygodnia uda mi się jeszcze opublikować post, w którym napiszę nieco więcej na ich temat ;)
Książki
Od kiedy w wakacje przeczytałam dwie książki (tutaj post z recenzjami ->klik), udało mi się wrócić do regularnego czytania i od tamtego czasu udało mi się skończyć 6 książek. Jak na fakt, że od jakiś 2 lat czytałam może z 3-4 książki na rok, jest to dla mnie naprawdę super wynik.
"Mercy. Miłosierna" autorstwa Rebecca Lim
"Kim jest Mercy? Ile ma lat? Jak się tu znalazła? Na te pytanie ona sama, wygnany z raju anioł, nie zna odpowiedzi. Jej dusza tym razem utknęła w ciele nastoletniej Carmen. Dziewczyna jest solistką, a chór, w którym śpiewa, ma dać ważny wyjazdowy koncert w tajemniczym mieście Paradise. Mercy-Carmen trafia do domu rodziny, w której przed laty wydarzyła się tragedia – zaginęła Lauren, córka gospodarzy. Mimo że wszyscy są głęboko przekonani, że dziewczyna nie żyje,jej brat wciąż usiłuje ją odnaleźć. Dzięki paranormalnym zdolnościom Mercy jego poszukiwania wkraczają na nowe tory."
Opowieść fantasy, młodzieżówka. Całkiem ciekawy pomysł na książkę. Zakończenie mnie trochę zaskoczyło, ale może to dlatego, że w czasie lektury zbytnio nie główkowałam jak to się może skończyć i miałam przez to niespodziankę.
"Jutro" autorstwa John Marsden
"Mam na imię Ellie. Kilka dni temu wybraliśmy się w siedem osób na wyprawę do samego Piekła. Tak nazywa się niedostępne miejsce w górach. Wycieczka była próbą naszej przyjaźni. Niektórych z nas połączyło nawet coś więcej. Szczęśliwi wróciliśmy do domu. Ale to był powrót do piekła. Znaleźliśmy martwe zwierzęta, a nasi rodzice i wszyscy mieszkańcy miasta zniknęli. Okazało się, że naszego świata już nie ma.
Że nie ma już żadnych zasad.
A jutro musimy stworzyć własne."
1 część serii. Ponoć każda kolejna jest coraz smutniejsza. Na początku myślałam, że to opowieść sci-fiction, a jest o wojnie i paczce nastoletnich przyjaciół, którzy starają się przeżyć. Mimo, że jest smutna, to myślę, że warto ją przeczytać. Sporo się dzieje i skłania do refleksji. Młode osoby, które jeszcze niedawno żyły jak normalne nastolatki, teraz muszą walczyć i zabijać.
"Rywalki" autorstwa Kiera Cass
"Dla trzydziestu pięciu dziewcząt Eliminacje są szansą ich życia. To dzięki nim mają szansę uciec z ponurej rzeczywistości. Ze świata, w którym panują kastowe podziały, wprost do pałacu, w którym będą spełniane ich życzenia. Z miejsca, gdzie głód i choroby są na porządku dziennym, do krainy jedwabi i klejnotów. Celem Eliminacji jest wyłonienie żony dla czarującego i przystojnego księcia Maxona.
Każda dziewczyna marzy o tym, by zostać Wybraną. Każda poza Americą Singer.
Dla Ameriki Eliminacje to koszmar. Oznacza konieczność rozstania z Aspenem – jej sekretną miłością i opuszczenie domu. A wszystko tylko po to, by wziąć udział w morderczym wyścigu o koronę, której wcale nie pragnie.
Jednak gdy spotyka Maxona, który naprawdę przypomina księcia z bajki, America zaczyna zadawać sobie pytanie, czy naprawdę chce za wszelką cenę opuścić pałac. Być może życie o jakim marzyła wcale nie jest lepsze niż to, którego nawet nie chciała sobie wyobrazić…"
Lekka, przyjemna książka. Świat sukienek, królewskiej korony i rywalizacji. Sporo słyszałam o tej serii i nieraz też ją widziałam w różnych księgarniach czy na półkach bibliotek. W końcu się skusiłam. Nie jest to może zbyt ambitna opowieść, ale mimo to fajnie się ją czytało.
"Wstrzymaj oddech" autorstwa Holly Seddon
"Alex się stacza. Powoli, ale nieuchronnie odcina się od wszystkiego oprócz swojej jedynej prawdziwej miłości –alkoholu, do chwili, kiedy musi napisać reportaż z oddziału pacjentów w śpiączce, gdzie spotyka Amy. Amy jest stracona dla świata. W wieku piętnastu lat została napadnięta i porzucona na śmierć w parku niedaleko własnego domu. Napastnika nigdy nie znaleziono. Od tamtego czasu Amy dryfuje w bezczasowej pustce, nawet lekarze nie wiedzą, na ile jest świadoma. Alex i Amy dorastały na tym samym przedmieściu, słuchały tej samej muzyki, flirtowały z tymi samymi chłopcami. I gdy Alex zaczyna badać sprawę napadu, otwiera drzwi do tego samego niebezpieczeństwa, które sprawiło, że Amy zapadła w śpiączkę..."
Kryminał psychologiczny. Jeśli obserwujecie mojego bloga już jakiś czas, to wiecie że to jeden z moich ulubionych gatunków. Większość takich książek, które czytałam bardzo mi się podobały i tym razem również się nie zawiodłam. Jest tajemnica, jest akcja, jest ciekawie. Na zmianę mamy teraźniejszość oraz cofnięcie się jakieś 15 lat wstecz. Fajny zabieg. A końcówka naprawdę zaskakuje. Książka wciąga i jak najbardziej ją polecam.
"7 razy dziś" autorstwa Lauren Oliver
"Nazywam się Sam Kingston. Jestem popularna, mam przystojnego chłopaka i szalone przyjaciółki, z którymi świetnie się bawię. Czuję się lepsza od nudnych kujonów i śmieję się z dziewczyn, które nigdy nie dostały liściku miłosnego. Robię, co chcę i kiedy chcę. Nie obchodzi mnie, czy kogoś zranię, bo i tak wszystko uchodzi mi na sucho. Aż do dzisiaj…
Wychodzę z imprezy. Oślepiają mnie światła samochodu jadącego z naprzeciwka. Czuję niewyobrażalny ból. Spadam w niekończącą się pustkę.
Umarłam?
A jednak budzę się w swoim łóżku. Tylko że znów jest piątek 12 lutego, a ja od nowa przeżywam ten sam dzień. Czy naprawdę zasłużyłam na tak surową karę? Chcę tylko odzyskać moje idealne życie. Bo przecież było idealne, prawda?"
Chciałam ją przeczytać już od pewnego czasu. Myślałam nawet czy by jej nie kupić, ale koniec końców wypożyczyłam z biblioteki i cieszę się, że tak to się skończyło. Motyw umierania i budzenia się znowu tego samego dnia, który przeżywa się w kółko i w kółko. Mogłaby być z tego ciekawa książka z fajnym przesłaniem. Jednak moim zdaniem jest to zwykła, niezbyt ambitna młodzieżówka. Zakończenie mnie bardzo zaskoczyło, ale w tym negatywnym sensie. Spodziewałam się czegoś innego. Cała "przemiana" głównego bohatera mocno naciągana i taka sztuczna. Jednym słowem się zawiodłam.
"Dotyk Julii" autorstwa Tahereh Mafi
„Nie możesz mnie dotknąć – szepczę. Kłamię – oto, czego mu nie mówię. Możesz mnie dotknąć – oto, czego nigdy nie powiem. Proszę, dotknij mnie – oto, co chcę powiedzieć”.
Nikt nie wie, dlaczego dotyk Julii zabija. Bezwzględni przywódcy Komitetu Odnowy chcą wykorzystać moc dziewczyny, aby zawładnąć światem. Julia jednak po raz pierwszy w życiu się buntuje. Zaczyna walczyć, bo u jej boku staje ktoś, kogo kocha. Bestsellerowa powieść, która podbiła serca czytelniczek na cały świecie.
„Uzależniająca, pełna napięcia i niezwykle zmysłowa. Chciałabym tak pisać. Po prostu nie możesz się oderwać od lektury”. Lauren Kate, autorka Upadłych
Skończyłam ją dzisiaj czytać. Zaczęła się całkiem fajnie (przygodówka z elementami sci-fiction i fantasy) i ogólnie ciekawy pomysł na książkę, aczkolwiek całością się bardzo rozczarowałam. Lubię wątki romantyczne, ale moim zdaniem autorka tutaj bardzo z tym przesadziła. Było to mdłe i momentami tak irytujące, że odkładałam książkę na bok. Wiem, że to pierwsza część trylogii, jednak przez ten wątek, który jak podejrzewam, będzie się ciągnął w kolejnych częściach, raczej się nie skuszę na dalszą lekturę.
Playlista
Nie mam całej playlisty, którą mogłabym się z Wami podzielić,
ale wstawię chociaż kilka kawałków, których słucham ostatnio non stop.


2 KOMENTARZE
Jakie masz szczęście z tymi warsztatami!!! Kurczę, chciałabym też móc uczestniczyć w czymś takim .. :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Tak Po Prostu BLOG :)
PS. latte z cynamonem w okresie zimy u mnie ma nr 1 :)
Polecam poszukać w okolicy. Pisarskie są często w bibliotekach ;)
Usuń