Me&Leon
Cześć! Dzisiaj będę świecić na blogu swoją facjatą oraz gościnnie mordką Leona. Oczywiście mam mnóstwo innych zdjęć, które czekają na publikację, ale skończyłam obróbkę folderu z tymi ujęciami i jakoś tak dopadła mnie wena.
Pamiętam, że będąc w gimnazjum oraz liceum, lubiłam robić sobie co jakiś czas autoportrety albo "selfiaki" (również lustrzanką). Większość z nich lądowała wtedy na photoblogu, część też na facebook'u (ale to raczej pojedyncze przypadki, zwłaszcza pod koniec edukacji). Nie miałam wówczas porządnego aparatu w telefonie, a zależało mi na jakości. Poza tym, lubiłam siedzieć nad obróbką, wtedy jeszcze w photoscape. Teraz stawiam raczej na telefon. Jeszcze kilka lat temu lubiłam kombinować nawet z tym małym sprzętem. Bawiłam się światłem, próbowałam różnych poz. Od tamtego czasu chyba się trochę rozleniwiłam. Ograniczam się do "selfiaków", zdjęć, które zrobi mi ktoś jak poproszę i raz na jakiś czas, bardziej czy mnie zaplanowanych sesji. O tym jakie mam nastawienie do siebie na zdjęciach szykuję osobny post, także stay tuned!
Jak możecie zauważyć patrząc na poniższe zdjęcia, straciłam ostatnio trochę włosów. Właściwie to traciłam je od lipca. Była to po części planowana, a po części spontaniczna akcja. To jak wyglądałam w lipcu, nie było dla mnie zbyt wielkim szokiem. Ot, trochę krótsze włosy niż ścinałam zazwyczaj. Kolejne dwie wizyty i krótsze strzyżenie, były większym "wow", ale robiąc to tak stopniowo, sama nie czułam żadnego przerażenia, że jestem coraz bardziej "chłopczycą". Całkiem szybko też przywykłam do tego. Także jeśli kogoś kusi taka zmiana, a się bardzo boi, to polecam takie etapowe działanie.
Ogólnie jestem osobą, która nie boi się sporych zmian w kwestii fryzury. Raz w gimnazjum, wzięło mnie nagle na grzywkę i wraz z nią oraz prawie równie krótkimi włosami, jak te co mam aktualnie, wróciłam od fryzjera. Kiedyś z nudy i natchnienia w liceum, ogoliłam sobie sama oba boki. Innym razem, po 1-2 latach zapuszczania włosów, obcięłam je sama do ramion. W połowie studiów, przyszłam pewnego dnia w rozjaśnianych włosach od spodu (początkowo były rude) i prostej grzywce. A prawie dwa lata później obcięłam cały blond.
Być może niedługo powitam Was w odsłonie z jakimiś kolorowymi elementami? Albo w pewnym momencie skończę łysa na własne życzenie? Kto to wie. Włosy zawsze odrosną, takie zmiany to fajna zabawa i człowiek odkrywa w czym się czuje najlepiej, do czego może kiedyś wrócić. Wiem, że są osoby, dla których włosy są taką tarczą, za którą mogą się ukryć, albo elementem, który dodaje im pewności siebie. Różnie bywa. Jestem w stanie to zrozumieć, bo wiadomo, każdy ma inaczej. A jest też tyle różnych typów włosów, że to naprawdę może być czyjś ogromny atut.
Dla mnie włosy i kwestia ich strzyżenia to możliwość eksperymentowania i sprawdzania różnych opcji. Aktualna długość mi pasuje i trochę zabawne, bo o takiej grzywce i "szopie" bardzo marzyłam za czasów gimnazjum i liceum. Aczkolwiek wtedy bym się nie odważyła skrócić ich do tej długości (wbrew pozorom, chyba musiałam do tego dorosnąć). Teraz jest spoko. Mimo moich obaw nie muszę poświęcać nie wiadomo ile czasu na ich układanie (po wizycie w lipcu zaprzyjaźniłam się na pewien czas z prostownicą i oddycham z ulgą, że ta znajomość przeżywa teraz przerwę). Jedynie myję, spryskuję odżywką i suszę. No i staram się pamiętać, że istnieje coś takiego jak szczotka. Te włosy są dla mnie wygodne and I'm feeling myself. A to najważniejsze.
Wracając do zdjęć, podobne ujęcia z aparatem w lustrze robiłam w 2017 oraz 2019 roku (na samym dole wstawię oba). Było to dla mnie inspiracją, żeby sięgnąć po sprzęt i spróbować porobić jakieś autoportrety, korzystając też z tego, że siedziałam w domu. Bardzo dawno nie byłam sama sobie fotografem. Próbowałam chyba raz na przełomie zimy i wiosny, ale zupełnie mi nie szło i straciłam szybko wenę. Nie jestem dla siebie najlepszym modelem. Teraz chciałam zrobić podobne kadry do tych sprzed lat, żeby móc je porównać. Oczywiście kiedy robimy coś dla próby z czystej ciekawości, to często wychodzi za pierwszym albo drugim razem. Jeśli zamienia się to w nasz główny cel, to już tych razy jest więcej. Jak na złość. Stąd więcej zdjęć i ten post. Przy okazji, co bym się Wam nie przejadła, Leon przydreptał mi na pomoc i tym samym stał się drugim modelem. Ostatnio więcej Luny na moich zdjęciach, więc też taka mała odmiana. Enjoy!
2017 rok
2019 rok












0 KOMENTARZE