Łódź

by - 10:00


Cześć! Jeśli tak jak ja, wiecie ile te zdjęcia czekały na obróbkę i opublikowanie na blogu, to przemilczmy, po prostu. A jeśli żyjecie w błogiej nieświadomości, to lepiej dla Was i oczywiście dla mnie.
Już w którymś poście wspominałam o Łodzi. Zazwyczaj w tym mieście bywałam jedynie przejazdem. Rok temu w lutym po raz pierwszy zatrzymałam się na dłużej, ale zbyt wiele nie zobaczyłam. I w maju razem z przyjaciółką zdecydowałyśmy się na wycieczkę właśnie tutaj. Sporo osób się dziwiło, że nas tu ciągnie, bo przecież tutaj nic nie ma. Czy tak jest faktycznie?


Podróż

To była moja pierwsza samotna podróż z przesiadką. Na moje szczęście zgubiłam się tylko na chwilę i dojechałam bez większych utrudnień. 










Piotrkowska

Łódź ma swój klimat, zdecydowanie. Już dworzec w centrum robi wrażenie. Później ulica Piotrkowska, na której miałyśmy okazję nocować. Należę do osób, które lubią dużo chodzić. Znaczy wiadomo, zależy też od celu (czasami też towarzystwa, pogody). Jednak nie są mi straszne dłuższe spacery, ale muszę przyznać, że cofanie się na Piotrkowskiej i szukanie konkretnych miejsc, nawet dla mnie bywało męczące. To jedna z najdłuższych ulic handlowych w Europie i ma długość 4,2 km. Uwierzcie, to da się odczuć. I robi wrażenie.















Czym byłby dla mnie wyjazd bez nowej książki? Niestety wciąż czeka na stosiku do przeczytania, jednak kiedy w końcu się za nią zabiorę, to z pewnością będziecie mogli przeczytać jej recenzję na moim blogu.


Nasz pokój. To ogromne okno tworzy piękny klimat. Od dłuższego czasu jestem zauroczona mieszkaniami w kamienicach, a do takiego miejsca trafiłyśmy, także no żyć nie umierać.


Z serii ,,nigdy nie dorosnę". Bardzo kusiła, ale ,,Pestki" z nią wygrały. Mam nadzieję, że kiedyś ją jeszcze gdzieś dorwę.
Kulinarnie po Łodzi

Oczywiście jak wyjazd, to i jedzenie. Właściwie poza sushi pierwszego dnia, żywiłam się bez mięsa. Niestety większość miejsc do których trafiłyśmy były średnie. Poza jednym - Prosto z Mostu. To mogę z czystym sumieniem polecić. 









Tutaj jadłyśmy pierwsze śniadanie. Bardzo podobał mi się fakt, że puszczali covery piosenek i miałyśmy frajdę ze zgadywania co to za utwór. Za to czas oczekiwania na jedzenie to była masakra, zwłaszcza, że poza nami był jeszcze zajęty jeden, góra dwa stoliki, a myślałyśmy, że się nie doczekamy na nasze zamówienie. Należę do cierpliwych osób, ale powoli nawet ja wymiękałam.




Wege knajpka. Ogólnie sałatki lubię, ale ta mi niestety nie podeszła.


Kawiarnia niedaleko palmiarni, która akurat była dobrym wyborem. Tutaj narzekać nie mogłam. 


Pasaż Róży

Jeden z must have do zobaczenia będąc w Łodzi. Ludzi jak mrówek, ale jak widać, trochę zdjęć udało się zrobić. No i słońce też się załapało, także fart życia.


























Spacer po Łodzi

Nie wiem ile kilometrów wtedy machnęłyśmy, ale na pewno sporo. Mnie Łódź oczarowała swoim klimatem. Lubię taką architekturę, atmosferę tego miasta. Zobaczyłam też OFF, ale niestety długo tam nie zabawiłyśmy. Bawiłam się za to w ,,murale łódzkie, znajdź je wszystkie". Korciło mnie urbexowanie, ale okolica była średnio ciekawa oraz ludzie pojawiający się w bramach, a jeszcze zbliżał się wieczór, także odpuściłam. Wrażeń i tak było sporo.

































Łódzka poezja uliczna



























Weź nie pytaj, weź się przytul











Stajnia Jednorożców

Myślę, że każdy kto mnie zna choć odrobinę, doskonale rozumie czemu musiałam zobaczyć to miejsce. Jednorożce mówią same za siebie. A już pomijając to, ten przystanek serio robi wrażenie, a ja lubię takie miejsca. Zarówno za dnia, jak i w nocy.









Palmiarnia

Nasza palmiarnia w Gdańsku jest od kilku lat w remoncie, więc staram się zwiedzić wszystkie inne w Polsce. Kusi mnie jeszcze ta w Poznaniu, ale to jak będzie okazja. Wcześniej byłam w Gliwicach i muszę przyznać, że zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Przy niej, ta w Łodzi wydawała się strasznie mała. Tutaj mamy jeszcze ogród (w Gliwicach jest chyba park, jeśli dobrze pamiętam). Ogólnie jest gdzie połazić, można zrobić fajne zdjęcia, zobaczyć wiele roślin, ale nie jest to obiekt imponujących rozmiarów. Mimo to, cieszę się, że zobaczyłam i zwiedziłam. Do tego fajna zabawa pieczątkami (duże dziecko again). 











































































Oczywiście duże dziecko



Nowy łódzki dres na dzielni


Mimo małego marudzenia, naprawdę miło wspominam ten wyjazd. Odpoczęłam, spędziłam czas z przyjaciółką, zobaczyłam nowe miasto i zwiedziłam fajne miejsca. Łódź mnie zdecydowanie oczarowała i myślę, że jeszcze kiedyś do niej wrócę. Może tym razem na dłużej niż niecałe 3 dni, zobaczymy. Także see you soon Łódź.

You May Also Like

0 KOMENTARZE