October thoughts
Z moich ambitnych planów co do ciekawych treści na blogu wyszły tylko plany. Typowo. Zaczął się trzeci tydzień października, co dla mnie jest również trzecim tygodniem od powrotu na uczelnie. Powróciła codzienność, czyli studia na zmianę z pracą a co drugi weekend szkoła fotograficzna. Przyznam, że po pierwszym weekendzie byłam mile zaskoczona bo zdałam sobie sprawę, że mimo wszystko za tym tęskniłam. Fajnie było posiedzieć na wykładach, pooglądać ładne fotografie a na końcu przez dwie godziny latać z aparatem. Teraz gorzej będzie z przejrzeniem prawie 300 zdjęć i ich obróbką, ale coś za coś.
Aktualnie szykuję dwa posty tematyczne, w tym jeden dosyć osobisty (także oczekujcie moich mądrości). Pojawią się też 3 recenzje (i chyba później będzie ich znacznie mniej niż dotychczas, nie wiem czy się cieszycie czy nie). I mam masę zaległych zdjęć z wakacji. Na przykład takie jak te dzisiejsze.
Ostatnio kilka osób zauważyło, że sporo mnie tutaj. Dodaję całkiem regularnie nowe posty. Zdecydowanie nie ma ciszy, mimo innych obowiązków, które wróciły wraz z końcem wakacji. Pisanie tutaj stało się dla mnie już taką codziennością. Kiedy mam wolną chwilę to myślę co bym mogła tym razem przygotować do opublikowania (zazwyczaj piszę jednego dnia, a publikację ustawiam na kilka dni do przodu). To już dla mnie norma i czasami zastanawiam się czy trochę się w tym nie wypaliłam. Chociaż może to właśnie tak wygląda, że jeśli siedzisz w czymś już pewien czas to nie jest to dla Ciebie nic takiego "wow". W sensie lubię to robić, ale już dużo rzadziej czuję tą ekscytację kiedy wciskam przycisk "opublikuj". Może zrobiło się tutaj zbyt nudno i monotonnie, who knows. Albo to ta jesień na mnie tak działa. W sumie mieliśmy do niedawna całkiem ładną wiosnę tej jesieni. Nie wiem komu to przeszkadzało, że wykrakał deszcz i zimno. Nie lubię tego. Od kilku lat marudzę na tę porę roku (zwłaszcza, że mam wtedy urodziny a w tym wieku już się na nie nie cieszę), ale tym razem to przechodzi ludzkie pojęcie. I nawet kolorowe liście i piękne światło, które tylko krzyczy "zrób mi zdjęcie!" (wcale nie mam już całej galerii w telefonie w takich ujęciach), nie potrafi mnie w pełni przekonać, że jesień jest fajna. Bo szaroburo, bo deszcz (a zwłaszcza wtedy, kiedy chcesz wybrać się gdzieś z aparatem), bo zimno. Dobra, pomarudziłam i wyszedł mi z tego całkiem rozbudowany post dzisiaj. Pewnie dlatego, że mam coś do zrobienia. Człowiek powinien pisać pracę magisterską, to od razu dostaje przypływu weny do innych rzeczy. Miłego oglądania (jeszcze) letnich zdjęć!
0 KOMENTARZE