Najgorszy człowiek na świecie
,,Krystyna czuje się wśród ludzi niepewnie. Od zawsze tak było. Nie wie, jak i o czym z nimi rozmawiać, choć od lat pracuje w telewizji. Jednak umie się kamuflować. Dla znajomych jest przebojową imprezowiczką, wygadaną i wesołą – bo wie, jak można dodać sobie odwagi. Wystarczy mały drink, może dwa. Przed szkołą, po pracy, przed randką, na imprezie. Żeby dobrze się bawić. Żeby wreszcie się nie bać. Żeby cokolwiek poczuć. Przecież wszyscy tak robią.
Ale to lekarstwo działa tylko do czasu. Przed trzydziestką Krystyna decyduje się przestać. Na dobre. Wyleczyć ciało, ale przede wszystkim umysł.
Brawurowy debiut Małgorzaty Halber to szczera i bezkompromisowa relacja z krainy nałogu. To opowieść o szukaniu nowej drogi i o znajdowaniu odwagi, by wreszcie być sobą."
Bardzo dużo słyszałam o tej książce. Ludzie mówili, że jest mocna, dobra i warta przeczytania. W końcu ją zamówiłam i moje pierwsze podejście do lektury zakończyło się gdzieś na pierwszych 40-50 stronach. To był zdecydowanie zły moment na tego typu historie. Jak sobie przypomnę, jakie wtedy miałam zdanie o niej, po tym ledwo wstępie, to trochę mi głupio. Ale zupełnie nie potrafiłam się wówczas wgryźć w tą historię.
Teraz usiadłam do niej z trochę innym nastawieniem i też innym momentem w życiu. Czytałam ją dosyć długo, bo 3-4 tygodnie, jak nie miesiąc. Jednak to nie była łatwa podróż i potrzebowałam ją przełknąć w swoim czasie.
Całą historię opowiada Krystyna. Alkoholiczka i narkomanka. Właściwie ta książka brzmi jak taki dziennik alkoholiczki. To co robi, czuje, myśli. Czemu pije, od czego próbuje uciec, jakby chciała żyć. Trochę jakbyśmy zagłębili się w czyjąś głowę. I dostajemy też wgląd w to, jak wygląda odwyk i terapia u osób uzależnionych. Kto na nią trafia, z jakimi historiami przychodzą takie osoby, czy tak łatwo jest zrezygnować z picia i czy nawrót to często zjawisko, czy tylko straszenie.
Czytając zapiski Krystyny i to jak się czuła, o czym rozmyślała, miałam wrażenie jakby wyjęła z mojej głowy niektóre myśli. Mocno się z tym utożsamiałam. Myślę, że nie tylko ja odnalazłam w tej książce jakąś cząstkę siebie. Przyznam, że takie uzależnienia (alkohol, narkotyki) są mi osobiście obce, więc to nie o to chodzi, ale właściwie nie trzeba mieć problemów z używkami, żeby czuć się samotnym, inny, niezrozumianym i uciekać w coś. Cokolwiek to będzie. Sama jestem świadoma, że uzależnienie od telefonu i internetu, już tak odległe dla mnie nie jest. Książki, fotografia, podróże, filmy bądź seriale, to też jakiś sposób na ucieczkę od rzeczywistości i problemów. Na pewno zdrowsze niż używki, ale czasami można się zagalopować i mocno odciąć od tego co się dzieje tu i teraz. Tak samo w przypadku sportu albo hazardu (trochę może skrajne pomysły, ale też prawdziwe).
Jak już wspomniałam, nie jest to książka, którą czyta się łatwo i przyjemnie. Tak naprawdę, z problemem uzależnienia, zetknął się prawie każdy z nas. Czy to pośrednio, jako obserwator bądź osoba współuzależniona, czy znając tę chorobę z własnego doświadczenia.
Historia opisana jest niezwykle prawdziwie, szczera do bólu, nierzadko można zobaczyć przekleństwa. Z tego co się dowiedziałam w czasie lektury, autorka, Małgorzata Halber, sama walczyła z uzależnieniem. Jest to więc w pewien sposób jej autobiografia, w której podaje swoje zachowania wnikliwej analizie, nie boi się nazywać rzeczy po imieniu. Podważa stereotyp alkoholika - którym może być modnie ubrany młody człowiek.
Jeśli interesują Was tematy uzależnień, lubicie zagłębiać się w ludzką psychikę i po prostu czytacie takie cięższe historie, to myślę, że ta książka może się Wam spodobać.

0 KOMENTARZE