Luna

by - 10:00


Cześć! Jeśli jesteście ze mną tutaj lub ogólnie na moich social mediach już chwilę, to z pewnością wiecie, że kocham psiaki i od 8 lat mam jednego czworonoga pod swoim dachem. Leon często gości na moim instagramie, instastory, czy wśród zdjęć na blogu. Historię jego adopcji możecie przeczytać tutaj klik
Już od ponad dwóch tygodni jest z nami również Luna. Adopcja drugiego psa chodziła za nami już jakiś czas, także nie jest to zbyt spontaniczny pomysł. Dotychczas, często kończyło się na "dobra, pomyślimy o tym, ale jeszcze nie teraz". Chcieliśmy dać dom jeszcze jednej sierotce i przy okazji, żeby Leon miał towarzystwo. Co jakiś czas jeździliśmy do schroniska i braliśmy psiaki na spacer, ale z żadnym nie czuliśmy "tego czegoś". Psy były bardzo wystraszone, nie chciały zbytnio współpracować albo nie były nami zainteresowane. Także daliśmy sobie spokój.

Już po ogłoszeniu, że można wychodzić na miasto, jeść w restauracjach i życie powoli wraca do jako takiej normalności, zadzwoniliśmy do schroniska, żeby umówić się na wizytę i spacer z konkretnym psem. Jak to w wielu miejscach, w schronisku też są różne ograniczenia. 
Całkiem szybko polubiliśmy się z Luną. Cieszyła się na spacery z nami i nie chciała wracać do boksu. Później przyszedł czas na spacer z Luną i Leonem. Tutaj był lekki stres, bo nasz pies jest średnio przyjaźnie nastawiony do innych kudłatych. Jednak niemalże od razu zaczął ją tolerować. Przez pierwsze dni w domu chodził za nią krok w krok (aż współczułam małej, bo był jak jej cień, a to chyba nie byłoby dla nikogo przyjemne). Wciąż nie ma między nimi wielkiej przyjaźni, ale po trochę ponad dwóch tygodniach, nie powinno się temu dziwić. Muszą do siebie przywyknąć i zaakceptować nowości w swoim życiu. 

Nowy członek rodziny to oczywiście nowe obowiązki, ale też i dużo radości. W domu jest weselej od kiedy Luna jest z nami. Teraz takie dwa kudłate latają pod nogami i domagają się głaskania albo tęsknym wzrokiem śledzą talerz z jedzeniem, bo przecież one bardzo głodne. Z Lusi jest z pewnością większy pieszczoch niż z Leona. Jest spokojniejsza i dłużej usiedzi na jednym miejscu. Do tego jest bardzo wiernym asystentem w kuchni. Z drugiej strony, jest bardzo płochliwa i to skłania do refleksji gdzie, z kim i w jakich warunkach żyła dotychczas. 

Właściwie trudno napisać cokolwiek więcej na ten temat, mając drugiego psa zaledwie 2,5 tygodnia i samemu go jeszcze poznając. Jeśli myślicie o adopcji czy kupnie psiaka lub kolejnym czworonogu, to pamiętajcie, że to dodatkowy czas, pieniądze i praca. Każdy zwierzak potrzebuje opieki, cierpliwości, odpowiednich warunków do życia. Człowieka nie zawsze na to stać i trzeba się poważnie zastanowić, czy jesteśmy w stanie zagwarantować psu ciepły, kochający dom, pełne miski i regularne wizyty u weterynarza. Czasami trzeba sporo się napracować, żeby i pies i jego właściciel dobrze się razem czuli pod jednym dachem. Ale kiedy uda się to osiągnąć, to już tylko cieszyć się obecnością naszego przyjaciela na lata.

Tymczasem zapraszam na małą porcję zdjęć z ogrodu, pierwszego spaceru po adopcji oraz wyprawy do lasu. Enjoy!







































You May Also Like

0 KOMENTARZE