Dawno temu w trawie

by - 13:16


Mój blog opiera się głównie na zdjęciach (co raczej nie trudno zauważyć). To był mój cel przy zakładaniu tej strony i wciąż się go trzymam. Na komputerze mam osobny folder na zdjęcia, które czekają na obróbkę. Zawsze kiedy uporam się z większością z nich, z jednej strony czuję ulgę, że tyle już za mną, nadrabiam zaległości i coraz bliżej do ich publikacji, a z drugiej jest lekki strach, czy nie zabraknie mi materiału do publikacji tutaj, na blogu. Plenery to najczęściej wyjścia, która w miarę planuję. Mam w głowie miejsce jakie chciałabym uchwycić w swoim obiektywie. Zdarzają się też spontaniczne pomysły "hej, chodźmy tam na spacer", biorę aparat i mam masę nowych ujęć, których się nie spodziewałam. To najczęściej bardzo pozytywne i satysfakcjonujące uczucie. Bo kto by nie chciał zrobić czegoś fajnego bez planowania? Czuć wtedy taki powiew świeżości i człowiek potrafi dostrzegać nowe rzeczy. Odpala swoją kreatywność i ma wrażenie, że wskakuje na kolejny poziom twórczości. 
Czasami te spontaniczne pomysły przychodzą też tuż za rogiem naszego domu. Tak właśnie było w przypadku dzisiejszych zdjęć. Wyszłam na spacer z psem i zauważyłam cienie tworzące się na jednej, małej roślince. Wróciłam się do domu i sięgnęłam po mojego starego Olympusa oraz obiektyw makro. Już z nim nie pracuję. Leży w szafie i czeka na takie chwile jak ta. Trochę mi tego szkoda, bo sporo w niego zainwestowałam, z nadzieją, że będziemy współpracować razem jeszcze przez długie lata, ale niestety z czasem trzeba zmienić sprzęt. Człowiek pracuje coraz więcej, rozwija się i potrzebuje zmian w kwestii technicznej. Jednak, właśnie dlatego ani przez chwilę nie pomyślałam o sprzedaniu go. Pierwszy powód to ogromny sentyment, bo to z tym aparatem zaczęłam swoją przygodę, która właściwie trwała bardzo długo (Przerzuciłam się może z 2-3 lata temu? I to też z czasem, a nie raz i porządnie). I przez to, będę każdemu mówić, że to nie sprzęt odgrywa w fotografii kluczową rolę. Można zrobić sztos zdjęcia mając najprostszy aparat, który też nie jest najnowszy. A przy okazji kitowy obiektyw (czyli taki, który kupujemy wraz z body, żeby nie wydać od razu milionów). Drugi powód, to właśnie to, że mimo swoich lat, kiedy czasami sięgnę po Olympusa, to wciąż potrafi mnie zadziwić tym, co z niego wychodzi. Obrabianie później takich zdjęć to sama przyjemność. Także z pewnością opłaca się jeszcze dawać mu szanse. 
























You May Also Like

0 KOMENTARZE