Snow garden
Cześć! Normalnie poniedziałki są zarezerwowane na recenzje książek. Przyznaję się bez bicia, że po przeczytaniu dwóch pierwszych w 2021 roku, powitałam zastój czytelniczy. Wiem, że powodem jest to, iż miałam pracowity okres w styczniu i średnio siłę, chęć czy motywację czytać. Aktualnie jestem w trakcie jednej lektury i jak skończę to oczywiście podzielę się z Wami moją opinią. Nie wiem kiedy to nastąpi, bo czytać czytam, ale nie robię tego na siłę i nie staram się połknąć na raz x stron książki. Jeśli obserwujecie mnie na moim bookstagramie, to wiecie, że próbowałam sobie ustalać stosy tbr, czyli pozycje, które chcę przeczytać w najbliższym czasie. Jednak patrząc na moją biblioteczkę, chyba się z tego wyłamię. Średnio potrafię sobie ogarnąć jakiś dobry system na czytanie, a momentami kolejnych książek przybywa. Regałów w pokoju też nie mam jakoś dużo, żeby to wszystko pomieścić. Ale dobra, bo się rozpisuję, a chciałam tylko wspomnieć dwa zdania na temat mojego czytania.
Dzisiaj mam dla Was zdjęcia. Ostatnie zimowe były ze spaceru w lesie, a tym razem wzięłam aparat i poszłam...do ogrodu. Spędziłam w nim może z 20 minut i wróciłam, jak widać z kolejnym folderem. Mamy już luty i nie mam pojęcia ile ta śnieżna zima jeszcze potrwa, także chciałam się jak najszybciej podzielić tymi zdjęciami, a jednak przy sesjach, trudno mi wbić w te weekendowe posty, żeby nie było żadnego zastoju. Stąd taka mała zmiana. Jak na razie to ostatnie zimowe ujęcia. Mam jeszcze sporo do nadrobienia z ostatniego lata, ale myślę, że zabiorę się za nie już na wiosnę i wprowadzę wtedy trochę cieplejszego klimatu, bo kto wie, czy zima nie zostanie z nami na dłużej (odpukać).


























0 KOMENTARZE