Cześć! Okres pandemii i kwarantanny, myślę, że dla większości osób nie był (bądź wciąż jest) łatwy i przyjemny. Sama miałam też różne dni. Raz dopisywał mi lepszy humor, innego dnia byłam bliska chodzeniu po ścianach i nie miałam motywacji ani sił do żadnego działania. Nastrój w kratkę, tak jak pogoda ostatnio. Trochę nad tym myślałam i stwierdziłam (to wyszło akurat dosyć spontanicznie), że stworzę taki post, w którym wypiszę rzeczy jakie udało mi się zrobić w tym czasie, które sprawiły mi radość i z pewnością, w większym czy mniejszym stopniu, pomogły w tym kiepskim okresie. Czas wprowadzić trochę pozytywnego nastroju.
19:39
No KOMENTARZE
11:19
No KOMENTARZE
Cześć! Dzisiaj oszczędzę Wam mojego filozofowania. Za to mam dla Was zdjęcia, gdzieś z przełomu listopad/grudzień, robione w okolicy Gdańskiej Stoczni. Pamiętam, że chodziłam ze słuchawkami na uszach i łapałam światło w złotą godzinę. To jeden z moich ulubionych sposób na wyciszenie się i poprawę humoru. Trochę za tym tęsknię. Co prawda, sesje fotograficzne są już możliwe, ale z działaniem na mieście wolę raczej poczekać, jak już się wszystko bardziej uspokoi. Nie oznacza to, że aparat leży i się kurzy. Nie byłabym sobą, gdybym nie kombinowała mimo to, jak tu coś stworzyć. A póki co, zapraszam Was na stoczniowe widoki.
11:15
No KOMENTARZE
13:09
No KOMENTARZE
Cześć! Chwilę się nie widzieliśmy. Co prawda, to żadna nowość na blogu, bo co pewien czas znikam na jakiś okres. Jednak, chyba pierwszy raz wyłączyłam się z instagrama na dłużej niż kilka dni i to nie dlatego, że musiałam z przyczyn niezależnych ode mnie. Miałam w planach pojawić się tutaj dopiero jak uporam się z postem o wyjeździe do Austrii, bo bardzo chciałam już nadrobić tą zaległość. No ale idzie mi to powoli (chociaż do przodu, więc przynajmniej tyle) i jeszcze chwile pewnie potrwa.
W mojej głowie powstało kilka pomysłów na ten post, który dzisiaj publikuję. Jedne dłuższe, bardziej filozoficzne, inne krótsze i konkretniejsze. Mam dziwny nawyk, że lubię i potrzebuję się tłumaczyć z różnych rzeczy, zachowań. A przecież to co robię w internecie, na swoich kontach, to mój wybór. To co wstawiam, o czym piszę, jak często. Także może tym razem nie będę się za bardzo rozwodzić nad tym co, po co i dlaczego. Kiedyś miałam do siebie i swojej twórczości spory dystans, co skutkowało tym, że łatwo przychodziło mi pisanie albo wstawianie zdjęć. Na blogu i innych social mediach, takich jak snapchat czy instagram. To były fajne czasy. Nie wiem czy teraz jest to wina kwarantanny, bo wciąż trzymam się zaleceń siedzenia w domu, dosyć trudnego okresu w życiu, albo może w jakimś stopniu dorastania, ale odkryłam frajdę z pozostawiania różnych rzeczy dla siebie, a nie wystawiania ich na widok publiczny. Możliwe, że po prostu potrzebowałam przerwy i nabrania na nowo dystansu. Albo po prostu taka kolej rzeczy. Kto wie. Pewnie okaże się z czasem.
W każdym razie, wylogowałam się z instagrama, bo po prostu byłam już trochę zmęczona. Staram się obserwować tylko te treści, które mnie interesują, ale z czasem to też się zmienia. Ktoś teraz oddaje się super kreatywnym albo produktywnym zajęciom, a ktoś inny robi po prostu to co sprawia mu przyjemność. Jeszcze inna osoba nie wie co ze sobą zrobić i pozwala sobie na marudzenie. Ja chyba jestem każdym z tych przypadków po trochu i stwierdziłam, że będzie fajnie zostawić to po prostu dla siebie. Oglądanie innych też potrafiło zdołować, zepsuć humor i koniec końców wyszło na zupełny detoks. Zastanawiałam się czy to się w ogóle uda. Czy nie dopadnie mnie "fomo", czyli strach przed pominięciem, bo przecież zwykle byłam na bieżąco. Wiedziałam kto co robi, czy nie wrzucił czegoś fajnego. Wyszło zadziwiająco dobrze. Nie mogę powiedzieć, że w ogóle o tym nie myślałam, ale nie były to bardzo natarczywe myśli, łatwo je było odpędzić i żyć dalej. Fajnie było móc skupić się na innych rzeczach, cieszyć chwilą, oglądać, bez rozpraszaczy.
Normalnie napisałabym teraz "zgadnijcie kto wraca", ale właściwie nie wiem czy wracam. Może opublikuję jakieś rzeczy i znowu się wyłączę na pewien czas? Kto wie. Chciałabym, żeby internet, social media były fajnym dodatkiem do wolnego czasu a nie uzależnieniem, które męczy całe dnie. Mam nadzieję, że uda mi się wypracować równowagę i być w sieci dlatego, że chcę i sprawia mi to frajdę, w odpowiednich czasowo dawkach.
Miałam się za bardzo nie rozwodzić a i tak wyszedł mi dosyć długi wpis. Tymczasem mam dla Was zdjęcia z lasu. Te spacery pomagają jakoś przetrwać to siedzenie w domu. Natura budzi się do życia, wszędzie jest zielono, cicho (chociaż ludzi też jest trochę), a do tego piękne światło. Trochę żałuję, że nie biorę wtedy aparatu, ale ujęcia z telefonu też nie są złe. Może następnym razem wezmę sprzęt.
19:17
No KOMENTARZE
