Summer 2020
Cześć! Trochę nawaliłam z tym postem. Miałam nadzieję, że uda mi się go opublikować nieco wcześniej, a wychodzi chyba połowa października. Chociaż to i tak lepiej niż koniec roku. Wakacje dla mnie, można powiedzieć, że trwają do końca września. Tak, duchem jestem wraz ze studentami, mimo, że ja swoją edukację już skończyłam (a przynajmniej póki co).
W związku z tym, przychodzę do Was z podsumowaniem lata. Miałam kilka pomysłów na ten wpis. Zazwyczaj pisałam kilka zdań o tym, co robiłam w czasie tych kilku miesięcy, dodawałam linki do poprzednich postów + jakieś zdjęcia. Tym razem, stwierdziłam, że zrobię to inaczej. Będziecie mogli przeczytać o moich, można powiedzieć ulubieńcach z tego okresu, albo rzeczach, które przykuły moją uwagę. Relacje z wyjazdów i miejsc, w których byłam w tym roku pokażę Wam jednak w osobnych postach (albo poście, jeszcze nie rozkiminiłam tego).
Jak wszyscy wiemy, cały czas trwa pandemia i mimo, że miałam trochę planów na te wakacje, to nie wszystkie wypaliły. Nie powiem, że nie było mi smutno, ale wierzę, że jeszcze to nadrobię. Udało mi się odwiedzić Toruń oraz miejsce, w którym swego czasu co roku spędzałam lato. Zwiedziłam trochę opuszczonych miejsc. Zrobiłam naprawdę sporo sesji. Chyba najwięcej od początku mojej przygody z fotografią ludzi. Sama zaliczyłam dwie jako modelka. Załatwiłam też zdjęcia moim psiakom i zobaczyłam jak taka sesja wygląda. Poznałam trochę nowych osób. Wyszłam ze swojej strefy komfortu, spróbowałam czegoś nowego i nie żałuję.
Od pewnego czasu oglądam nieco więcej filmów i seriali. Przez to, myślę o stworzeniu osobnego postu z tymi, które szczególnie zapadły mi w pamięć. Póki co, w lato udało mi się skończyć serial Friends. Wiem, że to już klasyk i masa ludzi zdążyła go obejrzeć milion razy, ale lepiej późno niż wcale, ok? W każdym razie ja go pokochałam. Kupiłam już książkę o nim i z pewnością przygarnę jeszcze nie jeden gadżet związany z tym serialem. I też rozumiem, że nie każdy musi pałać do niego sympatią. W końcu są różne gusta. Ja jestem fanką. Zżyłam się z bohaterami i bardzo odpowiada mi ten humor.
Spodobał mi się również film Enola Holmes, który wyszedł we wrześniu na Netflixie. Klimat, historia, obsada, no mnie zdecydowanie kupiło. Jeśli lubicie takie kostiumowe seanse (i np. podobały Wam się ,,Małe kobietki") to zachęcam do obejrzenia.
Z książek, jedyna, która mnie wyjątkowo urzekła to ,,Zamiana" autorstwa Beth O'Leary. Moją opinię przeczytacie w przedostatniej recenzji.
Jako, że nie potrafię żyć bez muzyki, to tutaj też coś dla Was mam. Tym razem konkretne albumy, które wyszły w ciągu ostatnich miesięcy. Podrzucam Wam linki do spotify. I nie sądziłam, że tak mnie oczaruje najnowsza płyta Taylor Swift, ale jest w całkowicie innym klimacie i muszę przyznać, że przepadłam.
John Legend - Bigger Love klik
Taylor Swift - folklore klik
Alicia Keys - ALICIA klik
Pod koniec zimy zaczęłam swoją przygodę jako barista i przez pandemię nie mogłam sobie odpuścić zakupu spieniacza do mleka. Znajdziecie go za grosze w IKEA. Tak samo jak ten dzbanek. Możecie się ze mnie śmiać, ale mimo dobrego ekspresu w domu, od kilku miesięcy sama spieniam mleko do prawie każdej kawy. Jakoś tak o wiele bardziej mi smakuje.
Jak już sobie dogadzać siedząc w domu, to można trochę zaszaleć i takim sposobem stwierdziłam, że wypróbuję kawę smakową i syrop waniliowy. Syrop skończył mi się bardzo szybko, ale to ze względu na mikro buteleczkę, która kosztowała może z 4 zł? Coś w tym guście. A za to opakowanie kawy dałam jakieś 10 zł. I wciąż trochę jej jeszcze mam. Polecam. Znajdziecie różne smaki.
Tutaj macie stronę sklepu klik
Czas na mały kącik beauty. Ze mnie taki spec, że hoho. Przez długi czas wystarczył mi do pielęgnacji tonik, krem i co jakiś czas maseczki (w płachcie albo takie do nakładania). Niestety, mniej więcej od dwóch lat, albo i ponad, moja cera zrobiła się bardziej problematyczna. Swego czasu musiałam brać nawet antybiotyk, a teraz staram się zwalczyć pozostałości tej niezbyt fajnej przygody. Bywa raz lepiej, raz gorzej. Przez to też bardziej teraz dbam o pielęgnację.
A to moje testy z okresu wakacji.
Aż głupio się przyznawać, ale średnio się lubię z żelami do mycia twarzy. Myślę, że wiele osób siedzących bardziej w temacie kosmetyków, zwróci uwagę, że to ważny element pielęgnacji. Próbowałam z kilkoma żelami i kiepsko mi się je rozprowadzało, a jeszcze gorzej spłukiwało. Zdecydowanie nie była to moja ulubiona czynność. Produkty z firmy Gift Of Nature widziałam i w rossmannie i u wielu dziewczyn na instagramie. Nie są drogie i pewnego dnia skusiłam się na tą piankę. Byłam ciekawa czy z nią się bardziej polubię niż żelami, a zazwyczaj ceny takich produktów to 20 zł i w górę, więc tutaj fajna okazja. I powiem Wam, że jeszcze nigdy nie byłam tak regularna z myciem twarzy. Stosuję ją rano, bo wieczorem i prysznic i inne kosmetyki, które dokładniej zmywają brud po całym dniu, myślę, że wystarczą. Aczkolwiek w czasie porannej toalety to już jest mój rytuał. Buzia jest oczyszczona i odświeżona, ale nie podrażniona i też nie wysuszona. Jeśli obserwujecie mnie na instagramie, to zapewne widzieliście, że ostatnio kupiłam drugie opakowanie, a do tego krem i tonik też z tej firmy, tylko, że do innego typu skóry (celowo wzięłam piankę do cery naczynkowej). Bardzo możliwe, że zrobię kolejny post o tych kosmetykach.
Te kosmetyki z serii AA Botanical essence aloes, pokazałam pani kosmetolog, bo zaczęłyśmy pracę nad zniwelowaniem moich przebarwień i innych pozostałości potrądzikowych. Jak dla mnie były ok, masakry na mojej buzi nie zrobiły, efektu wow też nie (chociaż kilka razy wydawało mi się, że stan mojej skóry i tak się polepszył, przy regularnym stosowaniu, tyle, że tonik psikałam na wacik i tym przecierałam twarz). Usłyszałam, że tonik jest ok, ale bez szału, a krem jakoś bardzo mi tej skóry nie nawilży. Raczej pozostawi takie chwilowe wrażenie. Oba produkty mam już na wykończeniu, także byle zużyć i spróbować czegoś innego.
Jak ktoś się zna na tego typu kremach bb, to niech da znać, czy to serio taki hit, czy bardziej kit. Jakoś we wrześniu będąc z kumpelą na kawie, zaszłam do hebe i zostałam namówiona na ten produkt. Pani go bardzo zachwalała, a cena 17 zł kusiła (na promocji -50%). Z tego co się później dowiedziałam, to skład ma średni. Za to naprawdę dobrze mi się go stosuje, nie robi na twarzy maski, całkiem spoko się utrzymuje. Nie miałam jakiegoś wielkiego wysypu i lubię go używać w takim codziennym makijażu, kiedy nakładam krem, ten bb, trochę korektora i pudru. Ale sprawa z tym składem zastanawia mnie, czy nie lepiej jednak dalej szukać czegoś fajnego do twarzy.
I ostatnie dwie rzeczy. Żel z Lirene stosuję przy wieczornej rutynie, więc nie mam aż takiego problemu z tym czy dobrze go zmyję czy nie (to o czym pisałam wcześniej) i jest wyjątkowo przyjemny. Peeling enzymatyczny z under20 użyłam do tej pory raz albo dwa, więc wciąż wyrabiam swoją opinię.
Lato to bardzo wdzięczny okres na robienie zdjęć zachodom słońca (wschodom zresztą też, co mogliście widzieć na moim instagramie). Tym razem nie zaspamię Was tym widokiem, ale chociaż kilka ujęć.
Festiwal "W ramach Sopotu"
Nie chcę Wam skłamać ile lat zbierałam się, żeby zobaczyć wystawę podczas tego wydarzenia, ale myślę, że będą to może z 3 lata? Albo i 4. Zawsze było mi nie po drodze. Tym razem napisałam do koleżanki, z którą robiłam zdjęcia w te wakacje (tym razem ja byłam modelką) i udało nam się zgrać. Poniżej zobaczycie kilka pracy, które najbardziej przykuły moją uwagę. Jeśli interesujecie się fotografią i lubicie oglądać zdjęcia (nie tylko te na instagramie) to polecam się wybrać, czy jesteście z Trójmiasta, czy wbijacie na urlop albo weekend. Festiwal odbywa się we wrześniu i trwa kilka tygodni. Zresztą podlinkowałam Wam stronę z wszystkimi informacjami. Wernisaże i wystawy odbywają się w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie oraz w Sopot Centrum.
W drugiej połowie września brałam również udział w warsztatach fotograficznych na Dolnym Mieście w Gdańsku. Były one organizowane przez bibliotekę miejską i za free. Powiem Wam, że pierwszy raz byłam tak zawiedziona tego typu wydarzeniem. Na stronie i w mailu po zapisaniu się, były informacje o robieniu zdjęć z książkami. I w sumie na tego typu ujęcia liczyłam. Na miejscu okazało się, że będziemy robić portrety. Przyszły różne osoby i miałam pracować z kimś, z kim średnio potrafiłam się dogadać w takiej sytuacji. Kompletnie nie czułam tego zadania. I wiem, że dobry fotograf zawsze wyciągnie coś dobrego z danej sesji, ale no mnie to roztroiło. Przynajmniej mam kilka ujęć Ołowianki.
A na 25 urodziny spełniłam jedno z moich największych marzeń. Sporo się do tego zbierałam, w końcu zdecydowałam, zapisałam, przeżyłam i teraz cieszę się pierwszym tatuażem. Z pewnością nikt z mojego bliskiego otoczenia nie jest tym zdziwiony, bo chyba od gimnazjum dużo mówię o tatuażach, podziwiam je u innych i jestem przekonana, że sama sobie jeszcze trochę ich sprezentuję. Ten przedstawia znak wagi, bo właśnie spod takiego znaku zodiaku jestem. Ma on dla mnie znaczenie i mega się nim jaram.
Jeśli ktoś się boi zrobić ze względu na strach przed igłami, to jako naczelny cykor (mam fobię i pobieranie krwi oraz wszelakie zastrzyki, a kiedyś szczepionki, to dla mnie koszmar), powiem Wam, że to faktycznie zupełnie inne doświadczenie. Nie powiem, że ultra przyjemne, chociaż ja miałam wtedy ogólnie słaby dzień pod względem fizycznym, więc mam nadzieję, że następne będą lżejsze. Pamiętam, że patrzyłam się na igłę sunącą po mojej skórze jak zaczarowana i rozmawiałam sobie na luzie z tatuatorką.
A jak już o autorce mowa, to bardzo Wam polecam Dagmarę. Instagram Dagmary klik. Jest świetną artystką i super człowiekiem. Pogada z Wami o wszystkim, odpowie na wszelakie pytania, rozluźni, jest ultra cierpliwa i miła. Nie mogłam lepiej trafić na pierwszą dziarkę.
Dagmarę znajdziecie w tym studiu - instagram klik, gdzie są też inni świetni ludzie.
Do tego blog skończył 5 lat. Już trochę tutaj jestem. Ja skończyłam 25 i czuję się dosyć staro. Spełniłam też swoje kolejne marzenie, ponieważ na urodziny dostałam nowy obiektyw 50 mm. Mam nadzieję, że będę miała okazję popracować z nim jeszcze na niejednej sesji tej jesieni.
I to by było na tyle z tego lata. Bardzo twórcze i pracowite. Przyznam, że czułam się naprawdę dobrze. Tak w swoim żywiole. Żałuję, że nie odpoczęłam więcej, ale wyjazdy sobie jeszcze odbiję.
Trzymajcie się ciepło i zdrowo!




































0 KOMENTARZE