Wszystkie jasne miejsca
,,Theodore jest zafascynowany śmiercią. Codziennie rozmyśla nad sposobami, w jakie mógłby pozbawić się życia, a jednocześnie nieustannie szuka – znajdując – czegoś, co pozwoliłoby mu pozostać na tym świecie. Violet żyje przyszłością i odlicza dni do zakończenia szkoły. Marzy o ucieczce od małego miasteczka w Indianie i niemijającej rozpaczy po śmierci siostry.
Kiedy Finch i Violet spotykają się na szczycie szkolnej wieży – sześć pięter nad ziemią – nie do końca wiadomo, kto komu ratuje życie. A gdy ta zaskakująca para zaczyna pracować razem nad projektem geograficznym, by odkryć "cuda" Indiany, ruszają – jak to określa Finch – tam, gdzie poprowadzi ich droga: w miejsca maleńkie, dziwaczne, piękne, brzydkie i zaskakujące. Zupełnie jak życie.
Wkrótce tylko przy Violet Finch może być sobą – śmiałym, zabawnym chłopakiem, który, jak się okazuje, wcale nie jest takim wariatem, za jakiego go uważają. I tylko przy Finchu Violet zapomina o odliczaniu dni, a zaczyna je przeżywać. Jednak w miarę jak świat Violet się rozrasta, świat Fincha zaczyna się gwałtownie kurczyć."
Książka sprzed 5 lat. Przez ten czas widywałam ją nieraz gdzieś w księgarniach albo bibliotekach. Na bookstagramie też jest chwalona, a niedawno wyszedł film na jej podstawie na Netflixie. Jak już zapewne wiecie, lubię najpierw przeczytać a później obejrzeć, zwłaszcza jeśli wiem, o książce a później o filmie. Dlatego skusiłam się teraz właśnie na nią. Nie mam papierowej wersji, więc czytałam na ebooka na czytniku oraz na Legimi. Może się nawet przekonam do ebooków, kto wie.
Zastanawiałam się czy w ogóle pisać tą recenzję. Lubię rozmawiać o książkach, dzielić się swoimi odczuciami i opiniami, ale nie zawsze mam ochotę przedstawiać taki pełny obraz i się zagłębiać w analizę. Czasami po prostu fajnie coś przeczytać, przeżyć daną historię, bez rozkładania na czynniki pierwsze i oceniania ile by się jej dało w skali 1-10. Dodatkowo, niestety końcówka została mi zaspojlerowana. Uważajcie jeśli siedzicie na Twitterze. Ludzie potrafią być wredni. Mimo to, kilka rzeczy we mnie uderzyło i stwierdziłam, że jednak chcę się podzielić tym z Wami.
Jak już wiecie z opisu, mamy dwójkę bohaterów. Theo i Violet. Spotykają się na szkolnej wieży, gdzie Theo pomaga Violet, ale koniec końców to jej przypada rola bohatera, ponieważ każdy myśli, że on chciał skoczyć popełniając samobójstwo a ona go od tego odwiodła. I tak ich drogi zaczynają się schodzić. Podczas jednych zajęć, Theo "zaklepuje" sobie prace w parze z Violet i nasi bohaterowie spędzają ze sobą coraz więcej czasu.
Mają kompletne inne życia, on mieszka z mamą i dwoma siostrami. Ledwo ze sobą rozmawiają i żyją bardziej obok siebie. Każde w swoim świecie. Ojciec Theo założył nową rodzinę i ma problemy z agresją. Violet straciła siostrę w wypadku samochodowym i wciąż nie może dojść do siebie. Obwinia się, że to ona przeżyła. Jej rodzice średnio wiedzą już co robić, żeby pomóc jej wrócić chociaż po części na stare tory. Jednak są przy niej i służą wsparciem.
Cała książka to opis rozwijającej się znajomości Theo i Violet. Sytuacji w szkole, podczas robienia projektu. Mamy tutaj trochę zachowań typowych dla nastolatków. Rodziców, którzy albo są zupełnie obojętni na poczynania swoich dzieci, twierdząc "on tak ma", albo nadopiekuńczy. Chociaż właściwie w obu przypadkach brakuje szczerych rozmów. To co mnie uderzyło, to własnie fakt, iż zarówno Theo, jak i Violet chodzili do szkolnego psychologa, ale niewiele im to dawało. A wyraźnie widać, że oboje mają spory problem i tutaj cotygodniowa rozmowa z osobą, która już nie wie jak pracować z nimi, nic nie zdziała. Theo jest straszony wydaleniem ze szkoły. Violet ma zapewnione "okoliczności łagodzące", z których bardzo chętnie korzysta, siedząc w swojej strefie komfortu. Do tego ciągłe piętnowanie przez rówieśników, że "wariat" "dziwny".
Ta historia ukazuje fałszywość ludzi. W pewnym momencie bardzo się utożsamiałam z Violet i jej uczuciami. Najpierw wyśmiewanie się z danej osoby, żeby później ją żałować. Po przeczytaniu miałam w głowie myśl, że trzeba naprawdę przestać robić z chorób psychicznych tematu tabu. Uroniłam trochę łez podczas lektury, bo według mnie jest to bardzo nie fair. Trzeba edukować, pomagać, wysyłać na terapie, wspierać, być obok. Nie udawać, że "on/ona tak ma, przejdzie mu". Patrzeć z większą empatią i zrozumieniem. Depresja to nie wymysł. Człowiek chory to nie wariat. On naprawdę zasługuje na pomoc, a nie wyśmiewanie i wytykanie palcami. Myślę, że pod tym względem, to byłaby dobra lektura dla wielu osób. Ja polecam.
0 KOMENTARZE