Później
,,Jamie od najmłodszych lat widuje zmarłych. I nie przypomina to tego, co znamy ze słynnego filmu z Bruce’em Willisem. Jamie może zobaczyć to, czego nikt inny nie widzi, i poznać sekrety, których nikt inny nie zna. Ale cena, jaką musi płacić za swoje nadnaturalne zdolności, jest bardzo wysoka. O czym doskonale wie matka Jamiego, która namawiała go, aby nikomu nie mówił, co potrafi. Taki dar nie może długo jednak pozostać niezauważony. I Jamie wkrótce będzie musiał pomagać nowojorskiej policji w śledztwie w sprawie, w której pewien morderca groził uderzeniem zza grobu.
Czasami dorastać znaczy stanąć twarzą w twarz z prześladującymi cię demonami."
Było to moje drugie spotkanie z twórczością Stephena Kinga. Pierwsze skończyło się niedokończoną lekturą ,,Przebudzenia".
Tym razem poszło sprawniej. Ciekawie napisane, duża czcionka, krótkie rozdziały i sporo światła na stronie.
Historia opowiadania jest z perspektywy głównego bohatera, czyli Jamiego. Od małego widzi zmarłych. Dzieli się tym ze swoją matką, a ona niedługo później mówi o tym również swojej ówczesnej partnerce, która pracuje w policji. Na czym dokładnie polega ten dar? W momencie gdy ktoś umiera, Jamie widzi i może porozmawiać z duchem danej osoby. A duchy nie mogą kłamać. Dzięki temu, może wyciągać od nich różne informacje. Nie ma na to zbyt wiele czasu, chociaż to też zależy od sytuacji i na ogół zmarli odchodzą w spokoju. Jednak, jeden z nich, nie chce się tak szybko odczepić od naszego bohatera i funduje mu traumę. Z kolei inna osoba, wyznaczając sobie cel w życiu, potrzebuje do pomocy Jamiego, a raczej właśnie jego daru. Wykorzystuje fakt dawnej przyjaźni i zmusza go do współpracy.
Książkę czyta się szybko. Jest to niby horror, ale szczerze, to nie przeraża. Postacie Jamiego i jego matki są bardzo ciekawie wykreowane. Właściwie trudno ich nie polubić. Człowiek chce znać ich dalsze losy. Jednak osobiście nie odczuwałam żadnych emocji. Był może jeden moment kiedy się zdenerwowałam i końcówka faktycznie mnie zaskoczyła. Poza tym, czytałam to bez większych wrażeń. Teoretycznie nie zniechęciło mnie to do lektury, ale też nie sprawiło, żebym się w nią wciągnęła i martwiła się losami bohaterów. Nie było to złe, ale jeśli jakiś pomysł czy potencjał był, to moim zdaniem w ogóle nie został wykorzystany. Mam w planach sięgnąć jeszcze po ,,Instytut" tego autora i jeśli wtedy między nami nie kliknie, to raczej nie będę więcej próbowała się zaprzyjaźniać z twórczością Kinga.
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

0 KOMENTARZE