Jak już pewnie część z Was wie, nie jestem największą fanką morza, a pierwsza wakacyjna wycieczka była właśnie nad wodę do Sasina. I muszę przyznać, że to miejsce skradło moje serce. Co prawda, nie zabawiliśmy tam zbyt długo, ale to wystarczyło, żeby choć trochę wychillować i nacieszyć się krajobrazem. Nad morze prowadzi droga przez las, także mimo, że był straszny upał, to wcale tak bardzo się tego nie odczuwało. Mijaliśmy sporo ludzi, ale na samej plaży bez problemu dało się znaleźć miejsce i nikt tuż obok się nie kręcił. Do tego czysta, przyjemnie chłodna woda i tak można spędzać tego typu dni. O dziwo zdjęć, jakoś bardzo dużo nie mam, ale coś tam się udało uzbierać. Najpierw klasycznie lecą te zrobione aparatem, a później telefonem. Miałam też aparat analogowy, ale niestety jeszcze nie skończyłam filmu, więc trochę potrwa, zanim ujęcia z niego ujrzą światło dzienne. Dodatkowo, wróciłam, a raczej staram się wrócić do czytania książek. Jednak przyznam, że idzie mi to zadziwiająco opornie. Fakt też, że wybieram niezbyt lekkie pozycje i może to jest właśnie przyczyną tego. Aczkolwiek wiem, że prędzej czy później na nowo wsiąknę i recenzje będą się pojawiały regularnie.
Cześć! Dzisiaj przychodzę z kolejną porcją analogowych zdjęć. Tym razem Stare Miasto w Gdańsku, Pachołek w Oliwie oraz troszkę Łodzi (niestety tutaj zaryzykowałam robiąc zdjęcia późnym wieczorem i wyszły one bardzo słabo, więc do publikacji nadają się może z 2 ujęcia). Im więcej latam z analogowymi aparatami, tym bardziej staram się dopracowywać ujęcia, wyszukiwać ciekawe kadry, żeby nie było to to samo co mogę uchwycić telefonem czy cyfrowym aparatem. Wychodzi mi to różnie, ale myślę, że z czasem będzie coraz lepiej.
13:14
No KOMENTARZE
Witam Was po miesięcznej przerwie! Czas nadrobić zaległości. W końcu mogę wrócić do latania z aparatem i czytania książek. Nawet nie wiecie jak za tym tęskniłam. Studiów jeszcze nie skończyłam, ale wszystko w swoim czasie. Aktualnie staram się korzystać z wolności i czasu na odsapnięcie, bo czeka mnie trochę nowych wyznań oraz dokończenie kilku spraw. Ogólnie siadając do tworzenia tego postu, miałam nieco obaw, czy nie wyszłam z wprawy w prowadzeniu bloga. Internet ostatnio całkowicie zszedł dla mnie na drugi plan. Co prawda wciąż regularnie publikuję zdjęcia na instagramie, jednak dodanie tego zajmuje dosłownie chwilę. Poza tym jestem trochę bardziej offline i całkiem dobrze mi z tym. Mimo to, spróbuję na nowo nadać sobie regularności i wrócić tutaj na stałe. W końcu mam trochę materiału, który czeka na publikację. A tymczasem zostawiam Was z moimi ulubionymi zdjęciami, czyli makro o zachodzie słońca. Mam nadzieję, że taki powrót się Wam spodoba :)
13:51
No KOMENTARZE
