Czyli tradycyjnie. Wracamy do codzienności. Moje w tym roku przebiegły spokojnie, rodzinnie. Wigilia, wielkie przygotowania, rodzina przyjechała z daleka, wieczorem małe seanse. W pierwszy dzień Świąt wyprawa do Sopotu, wieczorem do Oliwy. Zaś sobota czilowanie w domu. Nie wiem czemu, fakt ze sporo pomagałam w przygotowaniach, ale chodziłam spać padnięta, wstałam w nie dużo lepszym stanie. Było to dziwne i chyba dopiero dzisiaj otwierając oczy nie czułam aż takiego zmęczenia.
Odpoczynku od codzienności, spokoju, dużo ciepła, wykorzystania czasu z rodziną, zdrowia, szczęścia, pomyślności, fajnych prezentów, pysznego jedzonka.
Niezapomnianego Sylwestra oraz samych sukcesów w Nowym Roku.
Mam nadzieję, że tegoroczne Święta pomimo braku śniegu spędzicie w magicznej atmosferze razem z bliskimi. :) Cieszcie się chwilą, doceniajcie to co macie, łapcie radość z nawet najmniejszej rzeczy. Święta powinny Nas właśnie do tego pchać. Żeby zapominać o tej całej bieganinie, o pracy, szkole, o obowiązkach. A zamiast tego usiąść wspólnie przy stole, zjeść razem pyszne jedzonko, pogadać, pośmiać się, pójść całą ekipą na spacer, obejrzeć jakiś fajny film czy w coś pograć. Taki okres jest tylko raz w roku. Pamiętajcie! :)
Mnie w tym roku natchnęło i po Sylwestrze idę zrobić spóźnionego Mikołaja zwierzakom ze schroniska, bo dawno ich nie odwiedzałam. Wy też pomyślcie o innych. Czasami wystarczy naprawdę mała rzecz, żeby wywołać uśmiech i ogromną radość drugiej osobie!
Także jeszcze raz smacznego karpia i wszystkiego co najlepsze!
zacznę od tego, że jestem trochę zła na samą siebie. Dzisiaj mijają równe 2 tygodnie od ostatniego postu. I cały czas mam do przygotowania kilka z nich ale ciężko mi się było do tego zabrać, bo albo mało czasu albo brak weny czy sił. Ale dzisiaj w końcu to nadrabiam. Mam taki trochę roboczy weekend teraz bo trzeba ogarnąć rzeczy na uczelnie, kilka prac domowych się uzbierało i chcę w końcu ożywić bloga.
W oczekiwaniu jest drugi post o Warszawie oraz fun facts about me, ale to wkrótce.
Dzisiaj chcę Wam przedstawić zdjęcia która zrobiłam na przełomie październik/listopad.
Troszkę mnie tutaj nie było, choć miałam w planach odezwać się wcześniej, jednak na to co przygotowałam potrzeba nieco więcej czasu.
Przez ostatnie dwa tygodnie naprawdę sporo się działo. Poprawka z mikroekonomii, którą w końcu się udało zdać. Taka radość! Nauka oraz to co się później działo i od dwóch tygodni chodziłam zabiegana, niewyspana i ogólnie nieogarnięta. Dopiero wczoraj zaczęłam to wszystko odsypiać.
A co do postu, będzie to mała relacja z tego co się działo w miniony już weekend (dodawanie posta po tygodniu, brawo Marta!). Czyli wycieczki do Warszawy. Zrobiłyśmy sobie w pięć osób takiego tripa. Wyjechałyśmy w piątek wieczorem a w niedziele o 17.15 byłyśmy z powrotem w Trójmieście. Jak dla mnie był to strzał w dziesiątkę, zwłaszcza po ostatnich stresach. Idealne odstresowanie.
Post ze starego bloga. Inspiracją do tego niego była Ola Szejnoga (kanał Oli na yt- bardzo polecam). Co prawda Ola z tego co widzę już filmiku na ten temat nie ma ale i tak gorąco zachęcam do zajrzenia na jej kanał i zagłębienia się w jej twórczość bo moim zdaniem serio warto.
Hej Wam!
Dzisiaj taki "luźny" post. Jestem w trakcie przygotowywania większych, tematycznych wpisów ale że chcę to zrobić aby były takie "perfecto" to trochę to trwa i jeszcze potrwa.
Właśnie mi minął trzeci dzień od powrotu na uczelnie. Jak jest? Ciężko, zdecydowanie. Przestawić się na wcześniejsze wstawanie, dojazdy czasami i po dwa razy dziennie, wysiedzenie na wykładach czy ćwiczeniach kiedy część jest całkiem fajna (wtedy nawet nie zauważam kiedy ten czas minął) albo już mniej (wtedy walczę ze sobą, żeby nie wyjść z sali i co chwila spoglądam na zegarek). Jednak mimo to, gdzieś tam w środku jest taka mała radość z powrotu tutaj. Muszę przyznać, że troszkę się stęskniłam. Fajnie jest coś w końcu porobić a nie ciągle lenić się całymi dniami. Zaraz dołączy do tego jeszcze stowarzyszenie studentów oraz być może weekendowa praca. Wtedy już na nudę to nie będę mogła wcale narzekać.
Pod koniec października być może śmigam do Warszawy na weekend, z czego się baaaaardzo cieszę. Uwielbiam to miasto. Fakt, że raczej nie chciałabym w niej zamieszkać raczej ale przyjeżdżać raz na jakiś czas i pochodzić, pozwiedzać to jak najbardziej. Także I can't wait!
I w sobotę śmigamy z dziewczynami na food trucki także głodomory wychodzą z nory i narzekać na różnorodność nie będą, haha!
A teraz zapraszam Was na małą fotorelację z ostatnich dni.
Dzisiaj chciałam Wam przedstawić fotorelacje z tych wakacji.
Część zdjęć jest na moim instagramie, więc tam też zapraszam bo wszystkich zdjęć tutaj wstawiać nie będę.
Witam Was w ten niedzielny wieczór. Dla mnie dosyć wyjątkowy, ale o tym zaraz.
Jak widać po tytule postu, nadszedł koniec wakacji. Wiem, że już październik, ale z racji że jestem studentem moje wolne trwało dłużej. Chociaż teoretycznie rok akademicki na Uniwersytecie Gdańskim rozpoczął się 1 października.
Tak jak ostatnio wspominałam czas na drugą część zdjęć z ostatniego spaceru po Parku Oliwskim.
Mam nadzieję, że się Wam spodobają :)
Ostrzegam ze sporo zdjęć. Miłego oglądania!
Dzisiaj nie będę dużo gadać. Stwierdziłam, że skoro robię zdjęcia, czasami naprawdę sporo zdjęć, to zamiast robić spam na instagramie będę wstawiała posty z nimi. Czy to z jakiegoś danego dnia, wypadu gdzieś, czy mix zdjęć z kilku dni. Także szykują się bardzo kolorowe wpisy. Enjoy!
Tym razem przychodzę do Was z pewną akcją. Trochę już ona trwa i pewnie część ją zna. Mowa o akcji #styleentry. Jej twórcą jest Joseph Amissah (tutaj jego instagram). Biznesman mieszkający w Warszawie. Joseph zachęca, aby pomagać innym, być dla siebie dobrym, a co najważniejsze, aby przejąć kontrolę nad swoim życiem. Tylko od nas zależy, czy osiągniemy w życiu sukces. Według Josepha należy określić, kim chcemy być i jakie są nasze marzenia. Później wystarczy już tylko zastanowić się co jest nam potrzebne do osiągnięcia celu, co nam przeszkadza lub blokuje nas przed tym i podążać w tak obranym kierunku. Sam jest wspaniałym przykładem na prawdziwość swojej tezy, będąc filantropem i pomagając osobom w potrzebie.
Dzisiaj mój blog zamieni się w mały świat kulinarny. Nie jest to zbyt częsta sytuacja, haha :)
A co Wam dzisiaj przedstawię? Zaraz się dowiecie.
Ogólnie zaczęło się od pobudki urządzonej przez moją młodszą siostrę i pytaniu czy może nie pomogę jej w zrobieniu pancakes'ów. Pomysł całkiem niezły. Na wstępie mówię, że to były pierwsze naleśniki jakie samodzielnie robiłam od początku do końca. Siostra oczywiście sporo pomagała. Z tego co wyszło byłam i jestem bardzo zadowolona, ba! Duma mnie nieźle rozpierała. Bo jak na kogoś kto w kuchni bywa naprawdę rzadko i rzadko się chwyta za takie zadania to rezultaty były zadziwiająco dobre.
Cieszę się, że trafiłeś na mojego bloga. Rozgość się.
Jestem Marta i mieszkam nad morzem, chociaż swoje serducho zostawiłam w górach. Co u mnie znajdziesz? Na pewno dużo zdjęć, książek, relacji z podróży i wydarzeń, a do tego trochę muzyki. Lubię pisać, dzielić się swoimi spostrzeżeniami i myślami. Staram się zarażać pozytywną energią i cieszyć z małych rzeczy. Ponoć całkiem otwarty i rozgadany ze mnie człowiek, więc myślę, że nie będzie Ci ze mną nudno.
Więcej informacji znajdziesz w zakładce "about me".