Adoptuj nie kupuj

by - 18:16

25 kwietnia 2012 roku, równo 6 lat temu spełniło się moje największe marzenie.

Kiedy się urodziłam, w naszym domu od kilku lat był już pies. Rasowy jamnik o imieniu Wiktor. Rodzice wzięli go od jakiejś starszej pani na rynku. Nie mogła się już nim zajmować i chciała go oddać w dobre ręce. I tak sobie żył z nami jakoś do 2001 roku. Zmarł około rok przed narodzinami mojej siostry. Niestety miał problemy z sercem i nie zdążyliśmy go uratować. Stało się to tuż przed tym jak rodzice mieli go wziąć do Warszawy na operacje. 


Z tych wczesnych lat dzieciństwa pamiętam jak chodziłam z rodzicami i Wiktorem na spacer, jak wracałam z mamą z przedszkola i witał nas w drzwiach albo jak przychodziły do mnie koleżanki się pobawić i próbowałyśmy go wygonić z pokoju, żeby nam nie przeszkadzał. Strasznie mi go później brakowało i moim marzeniem było to, żeby mieć kolejnego psiaka. Niestety przekonanie do tego rodziców nie było łatwym zadaniem. Do tego pojawiła się moja młodsza siostra i na pewien czas nie było w ogóle mowy o nowym czworonogu w domu. Za to dwa razy pojawił się chomik, złote rybki i bojownik. Okazjonalnie też przynosiłam ślimaki, a raz zrobiłam mała hodowlę żabek. Tak wiem, miałam dosyć oryginalne pomysły. Przez pewien okres nawet bardzo chciałam mieć papużki, ale akurat to nie wypaliło. Mimo, że co jakiś czas mieliśmy w domu jakiegoś zwierzaka, to wciąż największym marzeniem był właśnie pies. Często słyszałam od rodziców, że weźmiemy jakiegoś psiaka jak się przeprowadzimy. Mieszkaliśmy wtedy w bloku, a planach była wyprowadzka do domu z ogródkiem. Także nie pozostało mi nic innego jak cierpliwie czekać. 

Jakoś 21 albo 22 kwietnia 2012 roku moja mama akurat miała pracę w weekend i postanowiliśmy z siostrą i tatą, że skorzystamy z ładnego dnia i przejedziemy się zawieźć karmę do schroniska. Raz na jakiś czas staramy się coś tam wozić (czy to karma, czy jakieś koce). Standardowo poza karmą, poszliśmy się też przejść między boksami. Przeszliśmy prawie cały teren schroniska i moja siostra pobiegła jeszcze do mniejszych boksów, zobaczyć czy są jakieś szczeniaczki. Tam właśnie znaleźliśmy Leona. Siedział sobie spokojnie i na nas patrzył. Jako jedyny pies nie szczekał. Tata stwierdził, że mądrze mu patrzy z oczu. Poszłyśmy z siostrą poszukać jakiegoś pracownika schroniska, żeby móc wziąć psa na mały spacer. Zaraz po nim udaliśmy się do biura, podpytać o szczegóły, stan zdrowia, etc. Skończyło się na tym, że go zarezerwowaliśmy. Nie chcieliśmy brać go bez konsultacji z mamą, dlatego wróciliśmy wtedy do domu bez niego. 

25 kwietnia po południu, siedziałam z siostrą w domu, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć, zobaczyłam mamę, która przywitała mnie słowami "macie kolegę!" i w tym momencie do mieszkania wbiegł Leon. Przez chwilę nie wiedziałam co się dzieje, a potem nie mogłam w to uwierzyć. Mieliśmy psa! Trudno mi opisać to uczucie, radość która mnie wtedy ogarnęła. Po tylu latach czekania moje marzenie się spełniło! 

Jak zazwyczaj bywa, początki naszego życia z Leonem były różne. Trzeba było nauczyć się funkcjonować z nowym domownikiem. Nie wiedzieliśmy jak będzie się zachowywał siedząc sam w domu, będąc na spacerze czy podróżując samochodem. Biorąc psa ze schroniska musimy być przygotowani na różne sytuacje. Zwłaszcza, że nie był to szczeniak i swoje już przeżył - został znaleziony w okolicy stoczni.

Pamiętam pierwsze spacery, zostawianie włączonej kamery na czas naszej nieobecności w domu, żeby zobaczyć co robi Leon kiedy nas nie ma. Było kilka przygód, ale z jakim czworonożnym zwierzakiem ich nie ma? Mieliśmy i mamy to szczęście, że Leon jest bardzo spokojnym psem. Jedynie boi się, szczeka i rzuca na większe psy. Aczkolwiek przy jego rozmiarach, zareagowanie na takie sytuacje nie jest problemem. Za to jest świetną nianią dla dzieci, które raz na jakiś czas odwiedzają nas w gościach. Niezastąpionym towarzyszem do spacerów, w tym też dla mnie w czasie plenerów z aparatem (to chyba mój najbardziej cierpliwy kompan!). 

Po tych 6 latach nie wyobrażam sobie życia bez tego czarnego, wiecznie plątającego się pod nogami malucha. Który zawsze zareaguje na słowo "spacerek", rzuci się na powitanie po mniej czy bardziej ciężkim dniu i jest pierwszy w kuchni kiedy usłyszy, że ktoś coś pichci. 
Nie wykluczam, że w przyszłości być może kupię jakiegoś psa z hodowli, ale adopcja będzie dla mnie zawsze numerem 1. Obserwowanie jak pies się zmienia wraz z kolejnymi dniami, tygodniami czy miesiącami w nowym domu i widać, że coraz lepiej się w nim czuje. To jest naprawdę nie do opisania. A potwierdzają to słowa osób, które nas odwiedzają "widać, że jest z Wami szczęśliwy".

Tym postem chciałabym Was zachęcić do tego, żebyście jeśli myślicie nad przygarnięciem czworonoga pod Wasz dach, pomyśleli właśnie nad adopcją ich ze schroniska.
Nie wiem jak to wygląda w innych miejscach, ale w schronisku Promyk w Gdańsku adopcja kosztuje około 13 zł. Można na spokojnie przejść się między boksami, poprosić o wyjście na spacer z danym psem, bądź kotem, podpytać o stan zdrowia, jakieś cechy szczególne. 
Koszt jest niewielki, a wdzięczność takiego zwierzaka bezcenna. 

Wiem, że ludzie potrafią mieć różne zdanie na temat adopcji, dlatego stwierdziłam, że przedstawię kilka faktów na ten temat.

  1. W schronisku możemy znaleźć zarówno szczeniaki, dorosłe psy, jak i te już w podeszłym wieku.
  2. Nie wszystkie psy w schronisku to kundelki. Jest też pełno rasowych psów.
  3. Bez problemu możemy wziąć danego psa na spacer, sprawdzić jego reakcje na dzieci czy inne psy, które już mamy.
  4. W schronisku pracuje weterynarz, także wszelkie informacje na temat zdrowia psiaków są dostępne dla osób zainteresowanych adopcją. 
  5. Pracownicy schroniska chcą znaleźć zwierzakom nowe, kochające domy w związku z czym odpowiedzą na wszystkie pytania po to, aby decyzja nowych właścicieli była w pełni świadoma. 
  6. Psy ze schroniska potrafią mieć trudną przeszłość, ale to nie znaczy że będą sprawiać w nowym domu same problemy. To tak naprawdę od nas zależy jak je wychowamy. I tak, sporo zachowań da się zmienić.  
  7. To że pies znajduje się w schronisku, nie znaczy, że jest gorszy. Po prostu trafił na kiepskich właścicieli, a my możemy zmienić jego los. 


To chyba pierwsze zdjęcie jakie mu zrobiłam. Jeszcze w schronisku w czasie spaceru.


Zdjęcie z pierwszych dni Leona w naszym domu. 






























You May Also Like

2 KOMENTARZE

  1. Piękna historia, aż przyjemnie się czytało:) Ja co jakiś czas siadam przed komputerem i przeglądam strony schronisk - moje serduszko wtedy płacze, bo jest tyle pięknych zwierzaczków, które czekają na nowy dom, którego ja na ten moment nie mogę zapewnić żadnemu z nich. Ale czasami przelewam kilka złotówek na rzecz schronisk, bo chociaż tak mogę pomóc.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi i super, że pomagasz w każdy możliwy sposób :)

      Usuń